czwartek, 14 stycznia 2016

Kac po psychopacie

Udało Ci się. Uciekłaś. Wyczołgałaś się z pola bitwy, jesteś ciężko ranna i masz chyba gangrenę w nodze. No ale uratowałaś życie. Z początku przeżywasz euforię - radość, że dałaś radę, że potrafisz o siebie zawalczyć, że nie zgodziłaś się na poniewieranie, że rozpoznałaś wroga i potrafiłaś go pokonać. Później wracają złudzenia. Czy na pewno dobrze zrobiłaś, a może da się go wyleczyć, a może naprawdę jestem przewrażliwiona, a może poszli do lasu (proszę wyguglać stosowny dowcip o studni i Niemcach). Potem czytasz coraz więcej o zjawisku psychopatii - wypisz wymaluj, wszystko pasuje. Już nie masz ochoty wracać i "naprawiać związku", ale ogarnia Cię wściekłość i przerażenie. Jak on mógł, jak ja mogłam. Trwa to jakiś czas, międlisz w głowie te pytania, aż w końcu za którymś razem mówisz sobie: "no srak", trudno, jakoś widocznie mógł i ja też mogłam. Ale już nie mogę. 

Zostawiasz przeszłość za sobą, już jej nie międlisz bez przerwy, ruszasz dalej. Obraz krzywdziciela powoli zaczyna zaczyna zacierać się w Twojej pamięci, emocje już Cię tak potwornie nie zżerają, zdrowiejesz. Cieszysz się momentami normalności tak, jakbyś ich nigdy wcześniej nie zaznała. Jara Cię spokojnie przespana noc, dobra kawa, ludzka życzliwość i nowa szminka. Wszystko przed Tobą, jesteś silną kobietą sukcesu i niestraszny Ci żaden wróg. 

Myślisz, że tak już będzie zawsze, a tu jednak w pewnym momencie przychodzi KAC. Kac, jak to kac, ma objawy także fizyczne - boli Cię głowa, jest Ci słabo, śpisz bez przerwy, nic Ci się nie chce, najchętniej nie wychodziłabyś z domu już nigdy, drażni Cię hałas, ludzie, zwierzęta, rośliny, drobnoustroje, wszystko. Myślisz sobie: co jest, do cholery? Przecież jestem najsilniejszą kobietą świata, pokonałam wroga, pokonałam swoje słabości, a tu jakiś kolejny dół i nic mi w życiu nie smakuje? Skąd zatem kac? 

Wydaje mi się, że źródeł może być tu kilka. Po pierwsze - organizm po takiej walce potrzebuje naprawdę długiego czasu, żeby się zregenerować. Z początku o tym wiesz i obchodzisz się z nim jak z jajkiem. Po pewnym czasie jednak, gdy tylko poczujesz się trochę lepiej, a Twoje myśli będą w stanie skupić się chwilę dłużej na czymś niezwiązanym z tematem psychopaty, zapragniesz "nadrobić" stracony czas, odzyskać normalność i siebie. Możesz wtedy zacząć imprezować ponad miarę, pracować na poczwórnych obrotach bądź nagle postanowić rzucić wszystko i otworzyć firmę / wyjść za mąż za poznanego dzień wcześniej Latynosa. Jeśli przegniesz z tempem "odzyskiwania siebie", możesz z powrotem wpaść w doła. Twoja psychika po tak traumatycznym doświadczeniu, jak związek z psychopatą, jeszcze długo będzie odzyskiwać równowagę. Za tym idą także reakcje ciała. Ono nadal potrzebuje łagodnego traktowania, choć pozornie czujesz się już lepiej i nudzi Cię już życie pensjonariusza zakładu dla chorych na płuca emerytów. Namawiam jednak do stopniowego rzucania się w "wir życia" - ze świadomością, że organizm rekonwalescenta nie jest w szczytowej fazie swojej odporności. 

Inna przyczyna spadku formy wynika ze spojrzenia trzeźwym okiem na bilans zysków i strat. Te ostatnie potrafią potężnie przytłoczyć. Myślę, że także i tutaj warto dać sobie czas na "pozbieranie się", zaakceptowanie faktu, że spotkała Cię ogromna krzywda, ale zarazem uświadomienie sobie, że uniknęłaś jeszcze gorszego nieszczęścia - tkwienia w tym g... do końca swoich dni. To oznacza, że masz potężny potencjał, który z pewnością nie raz jeszcze w życiu wykorzystasz. Tylko na razie odpocznij. Nie warto rozpoczynać kolejnej bitwy tuż po wygraniu poprzedniej. Najpierw leczenie ran pajęczyną i niedźwiedzim tłuszczem oraz picie pokrzepiających rosołów. 

Spadek formy to także przejaw frustracji spowodowanej koniecznością chwilowego życia na niższych obrotach. Jeśli zawsze byłaś bardzo aktywna, żywa, radosna, wszędzie było Cię pełno, a po nieprzespanej nocy potrafiłaś jeszcze ogarnąć audyt w firmie, a wieczorem pójść na imprezę, stan, w którym nigdy tak naprawdę nie jesteś wypoczęta, niewiele rzeczy Cię cieszy, wyglądasz na 100 lat, a czujesz się na 200, faktycznie może być nieprzyjemny. Zaakceptuj jednak, że on naprawdę jest przejściowy. Tyle że "przejściowy" nie oznacza: "do pozbycia się w dwa tygodnie". Traumę po psychopacie podobno leczy się około roku, a nawet dwóch.  Oczywiście z czasem nie jest ona już tak intensywna, jak na początku, jednak warto wiedzieć, że nawet pół roku po rozstaniu jesteśmy jeszcze osobami chorymi (związek z psychopatą potrafi wywołać PTSD, czyli zespół stresu pourazowego - taki sam jak ten przeżywany przez weteranów wojennych) i wymagamy traktowania nas (choćby przez nas same) z większą łagodnością. 

Ostatnia przyczyna kaca wiąże się z ostatecznym porzuceniem nałogu. Długi czas po zakończeniu związku spędzamy przecież na wertowaniu kolejnych publikacji o zjawisku psychopatii. Jest to oczywiście konieczne i musi potrwać nawet parę miesięcy. Kiedy zaczniemy mieć tego tematu powyżej uszu, a wieści o tym, co słychać u naszego "eksa" nie będą w nas wywoływać już emocji, oznacza to, że zamknęłyśmy kolejny etap zdrowienia. Paradoksalnie jednak, mogą nie towarzyszyć temu pozytywne objawy, ale możemy nagle zmierzyć się z nudą, spadkiem energii czy poczuciem pustki. Dlaczego? Ano dlatego, że w trakcie wertowania publikacji, wciąż znajdowałyśmy się w klimacie emocjonalnym, jaki towarzyszy związkowi z psycholem - czyli utrzymywałyśmy w organizmie stan podwyższonej adrenaliny, od której najprawdopodobniej jesteśmy uzależnione. Nieprzyjemne objawy odstawienia chwilę potrwają, ale także i one miną z czasem. Znajdziemy zdrowsze źródła adrenaliny - takie, które nie zagrażają naszemu zdrowiu i nie naruszają szacunku do samych siebie. Ale to jest proces, który musi trochę potrwać. Podstawowa zasada - konsekwencja. I dużo cierpliwości do siebie :)


wtorek, 5 stycznia 2016

"A jeśli to nie psychopata?"

Zainspirowana wątpliwościami jednej z Czytelniczek postanowiłam napisać noworoczną notkę o potędze złudzeń. Mechanizm, jaki stosuje psychopata, jest prosty (uwieść, wyeksploatować, porzucić), toteż i ofiara powinna dążyć do reagowania prosto, bez udziwnień, kombinacji i dzielenia włosa na czworo (sp...lać, sp...lać, sp...lać). Dlaczego tego nie robi? Ponieważ stosuje ten sam mechanizm iluzji i zaprzeczeń, co alkoholik, który nie chce rozstać się z nałogiem. Oto przykłady:

ALKOHOLIK: "Piję tylko piwo".
KOBIETA UZALEŻNIONA OD "MIŁOŚCI": "Utrzymujemy kontakt jedynie na gruncie przyjacielskim".

ALKOHOLIK: "A może ja wcale nie jestem alkoholikiem?".
KOBIETA UZALEŻNIONA OD "MIŁOŚCI": "A może ten związek wcale nie jest taki zły?".

ALKOHOLIK: "Będę pił mniej."
KOBIETA UZALEŻNIONA OD "MIŁOŚCI": "Ograniczę kontakt i zobaczymy, co będzie dalej."

ALKOHOLIK: "Każdy pije".
KOBIETA UZALEŻNIONA OD "MIŁOŚCI": "Nie ma związków idealnych".

ALKOHOLIK: "Muszę się napić, bo mam stresującą sytuację w pracy."
KOBIETA UZALEŻNIONA OD "MIŁOŚCI": "Nie mogę z nim teraz zerwać, on jest chory".

ALKOHOLIK: "Przestanę pić od poniedziałku / Nowego Roku / wejścia Turcji do Unii Europejskiej".
KOBIETA UZALEŻNIONA OD "MIŁOŚCI": "Zerwę z nim, ale muszę się najpierw wzmocnić / znaleźć mieszkanie / upewnić, że to rzeczywiście psychopata".

Przykłady można mnożyć. Zarówno alkoholik, jak i uzależniona od emocjonalnych jazd kobieta stosują cały szereg mechanizmów obronnych takich jak racjonalizacja, zaprzeczanie, odraczanie, bagatelizowanie problemu czy uogólnianie. Po co? Po to, żeby niczego tak naprawdę nie zmieniać. Zarówno alkoholizm, jak i uzależnienia behawioralne oprócz strat, przynoszą także pozorne "profity", takie jak przyjemność związana z napiciem się / hajem czy ucieczka przed bólem związanym z dojrzewaniem. To dlatego wolimy wertować czeluście internetu w poszukiwaniu "dowodów" na to, że da się wyleczyć psychopatę bądź na to, że nasz związek wcale nie jest taki najgorszy niż zmierzyć się z prawdą, iż wcale nie przeżywamy miłości, tylko tkwimy po uszy w trującym bagnie. I najprawdopodobniej będziemy robić to tak długo, aż - podobnie jak w przypadku alkoholizmu - nie osiągniemy swojego "dna". 

"Dno" może mieć różne oblicza - dla jednego będzie nim utrata pracy, dla kogoś innego dopiero bezdomność czy poważna choroba. Moim "dnem" była ciężka depresja. Nikomu nie życzę. Wiem jednak, jak trudno zrezygnować ze złudzeń i toksycznych przyzwyczajeń, jeśli ma się jeszcze siłę i zdrowie, aby je kultywować. Wybór należy do każdego z nas. Po dokonaniu wyboru powiedzenia uzależnieniu "nie", nigdy tego nie żałowałam. Żałuję jedynie, że w ogóle znalazłam się na tej równi pochyłej. Ale nie będę też kłamać, że przy wychodzeniu z uzależnienia da się uniknąć cierpienia i walki. "Cudowny moment olśnienia", kiedy zdamy sobie sprawę, że nie chcemy dłużej tkwić w g... z pewnością przyjdzie, ale niekoniecznie zostanie na zawsze. Musimy być gotowe na to, że po nim będzie jeszcze sto dwadzieścia chwil pustki, głodu, dezorientacji, poczucia, że życie zrobiło się jakieś szare, nudy, wątpliwości i pokus powrotu. Jeśli jednak je przetrwamy, czeka nas życie, którego za nic nie zamieniłybyśmy na poprzedni syf. 

Podsumowując - podstawowe pytanie, na jakie musimy znaleźć odpowiedź, nie brzmi: "Czy to jest psychopata", ale: "Czego ja właściwie szukam w tym związku i PO JAKĄ CHOLERĘ".

Hasło na Nowy Rok brzmi: WYJDŹMY Z BAGNA, IDŹMY W GÓRY!