piątek, 26 lutego 2016

Psychopata a zdrowie

Nie da się długo trwać w związku z psychopatą nie ponosząc uszczerbku na zdrowiu. Często zresztą dopiero poważna choroba fizyczna sprawia, że decydujemy się zawalczyć o życie i wyjść z tego bagna. Ciało ostrzega nas o niebezpieczeństwie o wiele wcześniej, często jednak długo nie jesteśmy w stanie zorientować się, że szkodzi nam nasz związek, a nie praca, pora roku, wiek czy niedoczynność tarczycy. 
Związek z psychopatą to także szereg dziwnych zaburzeń. Niektóre trudno nawet sklasyfikować medycznie. Należą do nich:

- silne zawroty głowy 
- poczucie oderwania od rzeczywistości (derealizacja) bądź utraty własnego "ja" (depersonalizacja)
- zaburzenia rytmu pracy serca (napadowe gwałtowne bicie bądź "zanikanie" pulsu, arytmia)
- skoki ciśnienia krwi
- ataki paniki
- depresja
- zaburzenia hormonalne
- bóle w klatce piersiowej
- szczękościsk
- bóle karku i / lub pleców
- drętwienie kończyn
- koszmary senne
- bezsenność
- utrata apetytu
- mdłości, bóle żołądka, choroba wrzodowa 
- zespół  stresu pourazowego
- skrajne wyczerpanie psychofizyczne

...i inne. Objawy te świadczą rzecz jasna o narażeniu organizmu na długotrwały, silny stres, mam jednak wrażenie, że jest w tym coś jeszcze. Wiele razy w życiu byłam narażona na silny stres, jednak nigdy nie przeżywałam tak skrajnego wyczerpania. Po ucieczce od psychopaty przez szereg miesięcy czułam się tak wypompowana, jakbym przeszła właśnie ciężką chorobę nowotworową i przyjęła ileś chemii. Wstawać od stołu musiałam na raty, trzymając się ściany, żeby nie upaść, w metrze robiłam przystanki co kilka schodów, najprostsze zadanie sprawiało, że czułam się natychmiast koszmarnie zmęczona i gotowa położyć się z powrotem do łóżka, a myśl o bezsennej nocy napawała mnie totalną paniką. Drętwiały mi ręce, miałam jazdy z sercem, jadłowstręt i szczękościsk. Kółko się zamykało, bo im mniej jadłam, tym bardziej rzecz jasna słabłam. Rozładowywanie stresu wysiłkiem fizycznym też nie bardzo wchodziło w grę, bo po pierwsze nie miałam na to siły, a po drugie - z powodu uprawianego przez psychopatę stalkingu, unikałam wychodzenia z domu. Na problemy ze spaniem i jedzeniem pomogły mi dopiero leki antydepresyjne. Nie wiem, ile trwa całkowity powrót do zdrowia, bo nadal fizycznie czuję się dużo słabsza niż kiedyś, ale nie jest już tak tragicznie jak było. 

Mam dla Was propozycję - wymieńmy się doświadczeniami, co pomaga w dojściu do zdrowia. Moja lista to: 

- leki uspokajające i antydepresyjne
- nieżałowanie sobie snu
- jak najczęstsze zmienianie otoczenia na niekojarzące się z psychopatą - mózg tworzy wówczas nowe połączenia nerwowe i stopniowo przestaje żyć w błędnym kole (bardzo energochłonnym)
- minimalny choćby wysiłek fizyczny (najlepiej na świeżym powietrzu - wersja dla szczęśliwców nieposiadających stalkerów)
- jedzenie niewielkich ilości, ale zdrowych produktów - szczególnie zawierających magnes i potas, pierwiastki, z których związek z psycholem nas na pewno wyjałowił. A zatem: sok pomidorowy, orzechy, migdały, warzywa, owoce, pestki dyni
- olej z wiesiołka (ma działanie antydepresyjne, reguluje też nadszarpniętą stresem gospodarkę hormonalną)
- pływanie (jeśli jesteśmy już w stanie), fantastyczne są wszelkie bicze wodne, hydromasaże, bardzo polecam gorące źródła - wiem, że to pomysł do zrealizowania raz w roku bądź raz na kilka lat, niemniej - WARTO :)

A propos gorących źródeł - kiedy po ucieczce / porzuceniu czujemy się jak rozjechany szczur i tak też wyglądamy, sprawianie sobie przyjemności jest na ogół ostatnią rzeczą, na jaką mamy ochotę i pieniądze. W stanie ostrej depresji nie byłam w stanie wymyślić ani jednej rzeczy, na którą miałabym chęć. To znaczy nie, była jedna: ZNIKNĄĆ. Choć pamiętałam, że kiedyś lubiłam morze, góry, muzykę czy fajne filmy, nie umiałam nijak do tego wrócić w sensie emocjonalnym. Na zewnątrz mogłam nawet udawać względną normalność, ale czułam się tak, jak gdyby moje prawdziwe "ja" siedziało zamknięte głęboko w piwnicy. Gdyby ktoś zaproponował mi wówczas wyjazd na Rodos, być może skorzystałabym z niego, ale raczej po to, żeby poczuć się bezpieczniej z dala od psychopaty, a nie z powodu własnej chęci na jakieś przyjemności. Zapewne na Rodos głównie bym spała i siedziała zabarykadowana w hotelowym pokoju, unikając kontaktu z ludźmi. Podejrzewam, że ten stan jest wielu z Was doskonale znany i zdaję sobie sprawę, jaki jest straszny. Jeśli trwa powyżej dwóch tygodni - naprawdę namawiam do brania antydepresantów. Im dłużej nie kontaktujemy się z psychopatą, tym częściej jednak miewamy przebłyski lepszego samopoczucia. Namawiam do korzystania z nich. Nadal może się nam nic nie chcieć, ale czasami jednak zadziała w naszym życiu zasada: "przyprowadź gdzieś swoje ciało, a duch wkrótce do niego dołączy". Bywa, że choć ciało najchętniej by spało i leżało, to jeśli je zaniesiemy do wanny, wykąpiemy, umalujemy, a potem zabierzemy do sklepu albo do fryzjera, być może nie zdarzy się w naszym życiu rewolucja, ale w wychodzeniu z bezmiernego doła, pokonamy choćby jeden schodek wzwyż. A z niego może się roztaczać już nieco inny widok. 



czwartek, 18 lutego 2016

Trauma. Jak pozbyć się trucizny?

Ucieczka od psychopaty to najważniejszy, ale dopiero pierwszy etap detoksu. Po zakończeniu związku, trzeba poradzić sobie jeszcze z niebagatelną traumą. Jak tego dokonać? Nie jest to proste, zważywszy na to, że psychopatyczny atak dotyka wszystkich sfer naszego życia - zdrowia, pracy, rodziny, przyjaźni, zainteresowań, emocji i najważniejsze - duszy. Zorientowanie się, że relacja, w którą zainwestowałyśmy całe serce i wszystkie siły, okazała się totalną fikcją, to koszmar, który prędzej czy później przeżywa każda z nas. Kiedy dotarło do mnie, że to był mentalny i emocjonalny gwałt, a nie żadne wielkie uczucie, ogarnęła mnie tak potężna fala depresji i wstrętu, że miałam ochotę szorować do kości każdy fragment skóry, którego kiedykolwiek dotknęła ta kreatura. Później dowiedziałam się, że identyczne reakcje są właściwe dla ofiar gwałtu. Paradoksalnie, wstręt do oprawcy przekłada się niestety na wstręt do siebie, co bardzo często skutkuje depresją - formą autoagresji. W skrajnych przypadkach ofiary gwałtu - fizycznego, ale też mentalnego - targają się niestety na swoje życie. 

W jaki sposób przetrwać ten koszmar? Oprócz zerwania wszelkich więzi łączących nas z psychopatą (a także z osobami z jego otoczenia), wizyty u psychiatry (przy objawach depresji), zdobycia jak najszerszej wiedzy i stopniowego uporządkowania w głowie tego, co się stało, pomocne są także dwie niby-proste-i-oczywiste rzeczy: życzliwi ludzie i... ruch. Kontakt z ludźmi w fazie depresji jest niezwykle utrudniony, jesteśmy wówczas przecież jedną wielką raną i bólem. Na dodatek czujemy się zupełnie nieatrakcyjne towarzysko, a nie chcemy w kółko straszyć wszystkich smutną miną, podkrążonymi oczami i "nieprzysiadalnym nastrojem". Kolejna sprawa utrudniająca kontakt z ludźmi to trauma. Kiedy tak bliska relacja w naszym życiu okazała się jednym wielkim kłamstwem i złem, mamy poczucie, że nasz mózg i dusza zostały zalane jakimś totalnym gównem, na dodatek toksycznym. Wymiotujemy potem długo w sensie mentalnym, a na koniec czujemy... zupełną pustkę. I głód. Problem jednak w tym, iż boimy się sięgnąć ponownie po ładnie wyglądające jedzenie w obawie przed kolejnym zatruciem. Nasz żołądek jest z kolei nadwrażliwy i nie trawi już tak dobrze, jak kiedyś. Byle co mu szkodzi. A zatem - niezwykle łatwo nas zranić, przestraszyć, wyprowadzić z równowagi. Jesteśmy zupełnie nieodporne na stres. Wstydzimy się tego i izolujemy jeszcze bardziej. Izolacja potęguje z kolei głód i koło się zamyka. 

Rozwiązanie? Aby wyjść na prostą, trzeba nawiązać kontakt z innymi ofiarami i w ten sposób znaleźć oparcie. Tak jak alkoholicy uczęszczający na meetingi AA budują swoją siłę, podobnie ofiarom psychopatów pomaga wymiana doświadczeń na forach i lektura blogów czy artykułów o tym zaburzeniu. Myślę, że warto również przełamać barierę wstydu i powiedzieć kilku zaufanym osobom o tym, czego się doświadczyło. Sporo osób jest w stanie wykazać się ogromną empatią i - co nie bez znaczenia - zagwarantować, iż jeśli eks znów będzie próbował szukać z nami kontaktu, natychmiast udzielą pomocy, także w sensie fizycznym. 

To jeden wymiar radzenia sobie z traumą. Jest jeszcze inny, pozornie bardziej przyziemny, ale niezwykle istotny - jesteśmy przecież jednością psychofizyczną. Trauma - a doświadczają jej niemal wszystkie ofiary psychopatów  - "zakorzenia się" w ciele. Peter Levine, autor książki "Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy" uważa, że trauma to nierozładowana energia powstała w momencie zagrożenia życia i / lub zdrowia, która gromadzi się w ciele i - nie znajdując ujścia - niszczy nas od środka. Zrozumienie wszystkiego, co się z nami dzieje jest ogromnie ważne, jednak za aktywnością naszego umysłu (rozgrzanego do czerwoności przetwarzaniem traumy) musi pójść także aktywność fizyczna - inaczej nagromadzone napięcie przerodzi się w depresję. Uwaga - do ruchu nie należy zmuszać się w ostrej fazie depresji, kiedy naprawdę nie mamy siły nawet zrobić kanapki. Jeśli czujemy się tak fatalnie, szukajmy pomocy psychiatry. Kiedy zrobi nam się choć odrobinę lepiej, możemy stopniowo zacząć się ruszać - choćby wyjść na półgodzinny spacer. Jeśli nasz eks to stalker, wychodźmy zawsze w towarzystwie osób trzecich, najlepiej płci męskiej ;) Jeśli nadal za bardzo się boimy - otwórzmy chociaż okno i poskaczmy w rytm ulubionej muzy. A jeśli nie mamy jeszcze siły skakać, to możemy dla uwolnienia nagromadzonego napięcia np. ENERGICZNIE POSPRZĄTAĆ ;) Jak moja ulubiona Jennifer Lawrence w filmiku poniżej:




wtorek, 16 lutego 2016

Triangulacja, czyli po co psychopacie trójkąt

Triangulacja to wciągnięcie kogoś w trójkąt wbrew jego woli. Nie chodzi tutaj o sferę erotyczną, choć i o nią często zahacza to zjawisko, ale o uwikłanie emocjonalne. Polega ono na tym, żeby do swojego związku "dokoptować" osobę trzecią - zazwyczaj byłą partnerkę bądź aktualną "koleżankę". O ile normalny człowiek stara się zapewnić ukochanej osobie poczucie bezpieczeństwa, o tyle psychopata zrobi wszystko, aby o tym poczuciu bezpieczeństwa jedynie gadać. "Możesz mi ufać, jesteś jedyna, nigdy nie mógłbym cię zdradzić, prędzej bym umarł niż zrobił ci krzywdę, inne kobiety dla mnie nie istnieją". Słyszymy to jakieś pierdylion razy dziennie - oczywiście jedynie w fazie idealizacji i bombardowania miłością. A co widzimy? Niezamknięte i / lub niejasne relacje z poprzednimi partnerkami bądź "carte blanche" - przeszłości nie ma, wszystko, co było wcześniej, nie istnieje, bo życie zaczęło się dopiero wtedy, kiedy poznałem CIEBIE. Albo - jeśli nasz związek ma już pewien staż, niepokoi nas brak zainteresowania okazywany nam, a jego nadmiar wobec rozmaitych koleżanek - bądź jednej koleżanki. Słyszymy jednak w kółko, że nam się wydaje, że mamy paranoję, że chcemy kogoś ograniczać i że ta koleżanka to w ogóle jak facet, więc cóż znowu takiego się stało, że u niej przenocował. Tyle że to tylko słowa. Intuicja podpowiada nam co innego, ale usilnie ignorujemy jej sygnały, bo przecież nikt nie jest takim zwyrodnialcem, żeby być zdolnym do aż tak podłych kłamstw. Co jakiś czas zadzwoni nam dzwonek alarmowy, coś nam się nie zgodzi, wyłapiemy sprzeczne sygnały, a może nawet złapiemy "misia" na kłamstwie. Co wtedy? Kilka technik:

1. Odwracanie kota ogonem i przerzucanie odpowiedzialności ("No wiesz co??! Jak możesz mnie o coś takiego oskarżać?! Kim musiałbym być, żeby zrobić coś takiego najbliższej osobie?!").

2. Odwracanie uwagi - można w tym celu wybuchnąć na przykład płaczem, dostać zawału albo paść na kolana przed świętym obrazem i zacząć się modlić. (SERIO).

3.  Kolejne kłamstwa w żywe oczy. To pomyłka, przywidziało ci się, przesłyszało, wszyscy naokoło kłamią, bo chcą nas poróżnić, skoro mnie o coś takiego podejrzewasz, to widocznie sama masz na coś takiego ochotę, jesteś wariatką i ci się wydaje.

4. Zalewanie "miłością" w takiej dawce, że aż Ci głupio wobec tego oceanu uczuć wypominać jakieś tam "drobne" sprawy.

Jeśli powyższe zabiegi okażą się jednak nieskuteczne, zawsze jest jeszcze koło ratunkowe w postaci: WYBACZ MI! Zrozumiałem swój błąd, bałem się ci powiedzieć, bo jesteś dla mnie wszystkim i utrata ciebie by mnie zabiła, to nie miało dla mnie żadnego znaczenia, każdy z nas bywa czasem słabym człowiekiem, ale kocham cię ponad wszystko i twoja miłość to jedyne, co mam. Bla bla bla. 

Po co to wszystko? Czy jeśli uznamy, że dotychczasowy związek nie ma sensu, nie prościej jest go zakończyć i dopiero wtedy zaangażować się w kolejny? Tak robi normalny i empatyczny człowiek, który nie chce ranić ani poprzedniej, ani następnej partnerki i posiada minimum szacunku do ich obu. Psychopata zastosuje natomiast triangulację. Upiecze w ten sposób kilka pieczeni przy jednym ogniu. Do czego zatem jest mu potrzebna ta technika?

1. Uzyskanie kontroli nad ofiarą / ofiarami, które w wyniku tego rodzaju operacji stopniowo oduczają się ufania swojej intuicji i zaczynają przedkładać słowa psychopaty nad swój wewnętrzny głos. Po pewnym czasie będą już tak "wytresowane", że komukolwiek z zewnątrz będzie się trudno do nich "przebić". Będą się zachowywać jak członkowie sekty i uważać za wroga każdego, kto kwestionuje słowa ich "guru".

2. Dowartościowanie się poczuciem władzy i kontroli. To psychopata ma dostęp do całej prawdy, bawi go to, jak jego marionetki bezradnie próbują kleić fragmenty rzeczywistości i dopasowywać do siebie niepasujące do niczego puzzle. Dowartościowuje również swoje ego obserwując, jak kilka kobiet cierpi z powodu zazdrości tudzież uczestniczy w chorym współzawodnictwie - o NIEGO.

3. Ofiara słabnie, bo traci godność. Ma do wyboru albo ciągłe awantury i stałe kwestionowanie wierności swojego "ukochanego", albo też machnięcie ręką na sygnały swojej intuicji. Kiedy chore zachowania zaczynają być oczywiste, może albo odejść (co daleko nie jest proste, jak dobrze wie każda ofiara), albo pozwolić się upokarzać "w imię miłości" / lepszej przyszłości / ratowania człowieka czy czego tam jeszcze. W efekcie coraz trudniej jej odejść, bo coraz mniej ma na to siły, a na dodatek - motywacji do walki o siebie.

4. Adrenalina. Za sprawą niejasnych przekazów, wzbudzania zazdrości i niepewności, psychopata produkuje "haj", który go kręci. Ofiary ten "haj" jednocześnie niszczy i uzależnia. Związek pełen dramatów, taki, o który trzeba walczyć, choć destrukcyjny, wydaje się atrakcyjniejszy bądź bardziej wartościowy od normalnej, opartej na zaufaniu i szacunku relacji. Amplituda emocji jest mylona z siłą miłości. Pojawia się tutaj także mechanizm niechęci do porzucenia czegoś, w co tak wiele się "zainwestowało".

Korzyści z triangulacji jest wiele, ale wszystkie one znajdują się po stronie psychopaty. Ofiara za sprawą tej techniki czuje się upokorzona, wymęczona do granic możliwości, bezradna, smutna i zdezorientowana. Do tego dochodzi także wstyd związany z nieumiejętnością zakończenia niszczącej relacji. On z kolei powoduje izolację od otoczenia i jeszcze większą zależność od psychopaty, poza którym nieraz ofiara nie ma już niczego i nikogo.

Technika ta nie musi dotyczyć relacji damsko - męskich, często w grę psychopaty zostają wciągnięci członkowie rodziny lub współpracownicy. Agresor używa ich do wspierania swojego autorytetu, kiedy ofiara zacznie już otwierać oczy i kwestionować zdrowy charakter ich relacji. Wówczas z pomocą przyjdzie psychopacie zmanipulowana przez niego kumpela ofiary, jej współpracownik, a nawet rodzic. Jeśli są naiwni, będą oni namawiać do dania świni drugiej szansy i wzruszać się jej krokodylimi łzami. Na ogół rzecz jasna, do czasu, ponieważ jako osoby nieuwikłane emocjonalnie w takim stopniu, jak ofiara, mają szansę szybciej połapać się w grach napastnika.

Triangulacja ma wymiar nie tylko negatywny, ale również "pseudopozytywny". Może polegać na wychwalaniu pod niebiosa aktualnej zdobyczy przy jednoczesnym skrajnym deprecjonowaniu poprzedniej partnerki. W tym wydaniu służy ona "tresowaniu" ofiary i uczeniu jej, jak ma postępować. "Moja była wydawała kupę kasy na fryzjera i kosmetyki, nie mogłem tego znieść, jakie to szczęście, że Ty nie przywiązujesz wagi do takich rzeczy i cenisz wartości duchowe". Po takim komunikacie zastanowisz się dziesięć razy, czy masz sobie kupić fajny ciuch bądź zaczniesz z oszczędności malować sobie policzki burakiem, a brwi pociągać węglem. Od razu mówię - szkoda czasu. Jak już przywdziejesz karnie wór po ziemniakach i zasiądziesz w papuciach z łyka nad dziełami Arystotelesa, w mdłym blasku świecy dojrzysz swojego psychopatę w objęciach blond Barbie ze sztucznym biustem. Zanim dowiesz się, że to dlatego, że strasznie się ostatnio zaniedbałaś, usłyszysz rzecz jasna: "wydawało ci się". 




niedziela, 7 lutego 2016

Dlaczego tak trudno odejść?

Temat rzeka. Od razu zaznaczam, że pomijam tutaj wątek pt. "bo ja go kocham!!!". W zwiąąąąązkach uzależnionych nie ma wolnej miłościii (proszę sobie zaśpiewać na melodię "W domach z betonu" ;) ). Miłość bez wolności nie istnieje. To pierwszy aksjomat. Drugi, równie ważny brzmi: nie istnieje coś takiego jak "toksyczna miłość". Jeśli coś jest toksyczne, to na pewno nie jest to miłość. Oczywiście, to pojęcie funkcjonuje w języku potocznym, ale wprowadza ludzi w błąd. Wkopujemy się wówczas w myślenie według schematu: on mnie krzywdzi, czuję się fatalnie, cierpię coraz bardziej, jestem traktowana bez szacunku, odzierana z godności, okłamywana -> może zerwę? -> nie dam rady, ja go kocham. A miłość to przecież najważniejsza wartość w życiu. No i mamy pętlę na szyi ofiary, a Eldorado dla oprawcy. Może zrobić wszystko, pod warunkiem, że doda: PS. Kocham Cię. 

Myślę, że warto uświadomić sobie, że NIE KAŻDY JEST ZDOLNY DO KOCHANIA. Tego trzeba się NAUCZYĆ i jest to ciężka praca, przynosząca jednak piękne efekty. Nic nie dzieje się jednak "z automatu". Zewsząd natomiast otacza nas schemat: żyła sobie nieszczęśliwa, ale wrażliwa kobieta o złotym sercu, niemogąca odnaleźć się w brutalności otaczającego ją świata. Pewnego deszczowego i ponurego dnia. kiedy szła ulicami swojego szarego miasta, ktoś nagle rozpostarł nad nią słoneczny parasol, otoczył ciepłym ramieniem i powiedział: "kochana, czekałem na Ciebie całe życie. Od tej chwili już Cię nie opuszczę, ale będę się o Ciebie troszczył i Cię chronił. Kocham Cię". Oczywiście, może - i daj Boże - zdarzyć się i tak. Często jednak zrealizowanie się w życiu takiego schematu to prosta recepta na wpadnięcie w ramiona skurrrrrrrr.....syna. Ale spokojnie, i z tego jest wyjście ;)

A zatem. Parę przyczyn, dla których tak trudno zerwać toksyczny związek:

1. Karmienie w głowie mitu, że "wielka miłość" zmieni wszystko. Prawdziwa - tak, ale do niej trzeba dojrzeć i na pewno nie poznaje jej się po intensywności emocji. Emocje mogą i muszą w miłości rzecz jasna się pojawić, ale OBOK takich podstaw, jak wierność, wsparcie, bezinteresowność, cierpliwość, odpowiedzialność, dobroć, empatia, a przede wszystkim - wolność. Nic, co odbiera wolność, nie może być nazwane miłością.

2. Pakowanie się w związek w ucieczce przed pustką. Jeśli karmimy się przekonaniem, że nasze życie będzie "pełne" dopiero wtedy, kiedy będziemy MIEĆ faceta, znajdujemy się w grupie ryzyka. Dużo zdrowiej, kiedy mamy własny system wartości, pracę, przyjaciół, zainteresowania i poczucie autonomii. Wtedy, nawet jeśli wpakujemy się w jakieś szambo, mamy do czego wracać i o co walczyć.

3. Uzależnienie. Znajoma powiedziała mi kiedyś: "piekło nie jest wtedy, kiedy znajdziesz się w czarnej d... . Piekło jest wtedy, kiedy obijasz się jak w bębnie od pralki - góra, dół, góra, dół, aż oszalejesz". Coś w tym jest. A na pewno każdy toksyczny związek tak wygląda. Uzależnienie od silnych emocji następuje także na poziomie biochemicznym, pisałam o tym w poprzednich notkach. Dlatego też tak silne są objawy "odstawienia" i tak łatwo pomylić je z wielką miłością. Warto jednak wiedzieć, że jeśli trzymamy się konsekwentnie kursu wyznaczonego nam przez rozum i najgłębszą intuicję, emocje z czasem podporządkowują się temu, co wybieramy, nad czym pracujemy i co uznajemy za dobre i zdrowe dla nas. Po jakimś czasie "trzeźwości" myśl o sięgnięciu po "strzał" może nas wręcz odstraszać. I dobrze. Warto jednak pamiętać, że każdy uzależniony musi już do końca życia "uważać na siebie". Pracować nad sobą, stosować zasadę HALT (Hungry - Angry - Lonely - Tired - starać się do tych stanów nie dopuszczać), wybierać to, co zdrowe i dobre, a unikać okazji do zła i pójścia w "cug". Cug to nie tylko alkohol, to także bardzo silne emocje, które spełniają podobną, jak alkohol funkcję - rozładowują napięcie i zapewniają pozorną ucieczkę od trudnej rzeczywistości. 

4. Hazard. Opisany w wielu miejscach mechanizm występujący w toksycznych związkach. Trudno nam porzucać coś, w co sporo zainwestowaliśmy. W toksyczny związek inwestujemy mnóstwo - sił, emocji, czasu, energii, uczuć, nadziei. Szkoda nam to tracić. Działa tutaj również mechanizm "pozytywnego wzmocnienia". Jeśli raz na jakiś czas otrzymamy takie wzmocnienie od naszego toksycznego partnera (wyznanie miłości, poprawę jego zachowania w stosunku do nas, fajną wycieczkę, piękny prezent), nabieramy na jakiś czas sił do dalszej walki o przegraną sprawę. Bez tych "wzmocnień" dużo szybciej dałybyśmy sobie spokój. "Oni" doskonale o tym wiedzą i dlatego je stosują. 

5. Zazdrość. Ona niestety trzyma nas przy psychopacie bardzo mocno. To ogromnie silna emocja, a psychopata umie ją sprawnie i szybko wygenerować - o tym napiszę w kolejnej, obiecanej notce o triangulacji. 

6. Zmęczenie. Toksyczny związek wykańcza tak bardzo, że nie mamy nawet siły przeczytać artykułu w gazecie albo pójść na kawę z koleżanką. A co dopiero na przedsięwzięcie pt. "wiać".

7. Stalking. Tak jak nic nie zmusi psychopaty do pozostania z nami, jeśli uzna on, że już mu się znudziłyśmy, tak samo nic nie powstrzyma go przed pościgiem, kiedy to my zdecydujemy się odejść. To jest naprawdę jazda bez trzymanki i chociaż zdaję sobie sprawę, że bycie porzuconą to potworne, rujnujące psychikę, poczucie własnej wartości i wiarę w ludzi cierpienie, to jednak czasem zazdrościłam kobietom, które psychopata porzucił i o które już nie "zabiegał". "Zabiegi" bowiem nie mają nic wspólnego z miłością (choć rzecz jasna psychopaci twierdzą, że robią to w jej imię). To horror mogący doprowadzić nawet do samobójstwa (część ofiar stalkingu targa się na swoje życie, część wpada w depresję bądź nerwicę lękową). Bombardowanie smsami, telefonami, składanie niechcianych wizyt, proszenie osób trzecich o "pośrednictwo", czekanie pod pracą, w środkach komunikacji, prezenty, przesyłki etc. Z początku, kiedy emocje jeszcze mocno szaleją i obijają się od bandy do bandy, ileś razy się niestety skusimy na powrót. I choć intuicja będzie nam mówić: "to nie jest normalne", za chwilę siedzący nam na ramieniu diabełek doda: "ale on tak kocha!". Czasem ulegniemy dla "świętego spokoju" (którego NA PEWNO w ten sposób sobie nie zapewnimy). Ileś moich rozmów z eksem przebiegało według następującego schematu:

;)

Można zwariować? Można. Kiedyś pokazałam mu nawet ten filmik, w nadziei, że złapie nieco dystansu i spojrzy na tę sytuację autoironicznie. A gdzie tam, takie numery to nie z psychopatą. U nich wszystko super serio - serio i na wysokim "C". A jeśli się temu nie podporządkujesz, to w łeb. Wymęczonej nagabywaniem (i to okraszonym całą gamą kłamstw i wyrafinowanych manipulacji) ofierze trudno po pierwsze rozpoznać właściwie sytuację (nie ma ona zresztą na to zbyt wiele czasu, bo psychopata dba, aby jej głowa była bez przerwy zajęta NIM), a po drugie - wykrzesać z siebie tyle sił, żeby stawić opór tym potężnym i długotrwałym naciskom. To nie jest kwestia zebrania się w sobie i powiedzenia: "nie". To jest kwestia powiedzenia tysiąca razy "nie" - zarówno sobie, jak i psychopacie - łamiącemu Twój opór wszelkimi technikami psychomanipulacji. I dlatego konieczne jest wsparcie z zewnątrz - życzliwych ludzi, grup pomocowych, mądrego lekarza psychiatry, psychoterapeuty, a choćby i wirtualnych bratnich dusz, które powiedzą jak w powyższym filmiku:

"Bardzo pana przepraszam, ale zachodzi wyraźne nieporozumienie. Hrabina pod wrażeniem pieśni pana machinalnie powtarza ostatni wers, a pan to bierze dosłownie i bisuje pan utwór. Tak będziemy bisowali i bisowali... Chodźmy stąd, hrabino."

:)


wtorek, 2 lutego 2016

Psychopata jako akwizytor

- Kocham Cię, oszaleję bez Ciebie, nie mogę spać, nie mogę jeść, nie mogę pracować, jesteś moim wszystkim, królowo mojego serca, moich nocy i dniiiii!!! - wersja brazylijska.

- Jesteś obłędna, Twoje ciało doprowadza mnie do szaleństwa, wciąż mam pod powiekami milion spojrzeń Twoich oczu, kociość Twoich ruchów, grację i wdzięk, które wokół siebie roztaczasz, wciąż pamiętam ekstatyczne drżenie Twego ciała i czuję Twój niesamowity zapach... Kocham Cię, moja najcudowniejsza! - wersja francuska.

- Nareszcie znalazłem swoje dopełnienie, brakujący puzzel w moim życiu, wreszcie nastał w nim ład, harmonia i spokój - wersja niemiecka.

- Chyba się zabiję, moje życie bez Ciebie jest długim pasmem ponurych i ciemnych dni, Ty jesteś jedynym kolorem mojego życia, bez Ciebie tylko chłód i szarość, szarość i chłód... - wersja szwedzka.

- Jesteś MOJAAAAA!!! Wróć do mnie albo gorzko tego pożałujesz!!! - wersja sowiecka.

***

Jak widać, sposobów na podryw trochę jest ;) Nie chcę oczywiście powiedzieć, że każdy egzaltowany, zakochany sms to sygnał alarmowy - taka diagnoza zawsze musi iść w parze z innymi komponentami. Warto jedna zwrócić uwagę na kwestię SŁÓW, bo w mechanizmie psychopatycznego uwiedzenia odgrywają one kluczową rolę. Jak zatem odróżnić zwyczajne, piękne zakochanie od manipulacji? 

1.  Zwracaj uwagę na to, co mówi Ci Twoja najgłębsza intuicja. Jasne, że można ją zagłuszyć na różne sposoby i z pewnością silne emocje wydatnie w tym pomagają. Bywa jednak, że nawet mimo dzikiego zakochania, odczuwasz jakiś bliżej nieokreślony niepokój, brak zaufania czy lęk. To zawsze powód do zastanowienia.

2. Zgodność słów z czynami. Jeśli słyszysz w kółko "kocham Cię", a jednocześnie czujesz się upokarzana, lekceważona, jesteś okłamywana, doświadczasz nielojalności, chłodu bądź okrucieństwa - nie ma się nad czym zastanawiać. To nie jest miłość, a słowa używane są tutaj w charakterze weksli bez pokrycia.

3. Uwaga na banał! Jeśli smsy / maile Twojego chłopaka nie mają charakteru indywidualnego, ale przypominają jakieś "kopiuj / wklej", prawdopodobnie masz do czynienia z klimatem: "wyślij do wielu". Niekoniecznie oczywiście na raz i w sensie dosłownym. Doświadczenie jednak nauczyło mnie, że naprawdę zakochany facet zanim powie "kocham Cię", będzie się wcześniej zastanawiał, czuł niepewnie, będzie się obawiał, czy to wszystkiego między Wami nie zepsuje i wybierał właściwy moment. A przede wszystkim coś ładnego, delikatnego, a zarazem niesamowitego będzie między Wami wisiało w powietrzu i oboje będziecie się bali to nazwać, żeby tego nie "spłoszyć". Psychopata takich problemów nie ma. On walnie z grubej rury, najlepiej na drugim spotkaniu: "kocham Cię, zostań moją żoną i matką moich dzieci, wiem, że to Ty i żadna inna, po co czekać ze ślubem, patrz, akurat przypadkowo przyprowadziłem ze sobą księdza i obwoźny ołtarz". Nie będzie się bawił w stopniowe tworzenie więzi i zdobywanie Twojego zaufania, on Cię "zdobędzie" niemal siłą. Z początku będzie Ci się to wydawało fantastyczne, dopóki jednak nie zorientujesz się, że to jest PRAWDZIWA przemoc. Wtedy jednak będzie Ci bardzo trudno się z tego wyplątać. Dlatego też proponuję obejrzeć jeszcze raz Shreka i wybierać raczej facetów, którzy może niekoniecznie posiadają wszystkie cechy stereotypowego księcia z bajki, ale zachowują się naturalnie i emanują ciepłem. "Perfekcyjnych" lordów Farquaadów należy unikać za wszelką cenę.

4. Uwaga na ukryte manipulacje słowne. Słowa służą komunikacji, budowaniu więzi, wspieraniu, okazywaniu serdeczności etc. Mogą rzecz jasna także ranić i poniżać, niszczyć więź bądź czyjeś poczucie wartości. Słów z tej pierwszej kategorii szukamy, tych z drugiej - unikamy. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy manipulacje ukrywają się pod pozorami dobra. Przykłady? "Jesteś sensem mojego życia". "Bez Ciebie bym umarł". "Tylko ty mnie naprawdę rozumiesz". "Tylko ty możesz mi pomóc". To czasem może i przyjemne dla ucha, ale to jednak manipulacje mające na celu wzbudzenie poczucia odpowiedzialności za czyjeś życie i przygotować do odczuwania jej także wtedy, kiedy związek będzie dla Ciebie raniący.

Reasumując - podstawą oceny tego, czy dany związek jest dobry, jest to, jak się w nim CZUJESZ, a nie to, co SŁYSZYSZ o jego wyjątkowości od swojego partnera. Zasada mówiąca o tym, że zbyt nachalna reklama świadczy o kiepskiej jakości produktu, sprawdza się także w relacjach międzyludzkich.