wtorek, 17 listopada 2015

Zanim wybaczysz, kup sobie nowy stanik ;)

Wybaczenie to sprawa niezwykle poważna, wręcz strategiczna. Strategiczna zarówno dla dalszego życia ofiar PO wyzwoleniu się z toksycznego związku, jak i dla tych, które walczą, ale wciąż dają się nabrać na lep tych samych kłamstw.

Rozmyślając o wybaczeniu, warto zastanowić się nad kilkoma kwestiami i uporządkować parę spraw.

1. Przede wszystkim - odróżnić wybaczenie od ulegania (auto)manipulacji. Facet Cię zdradza, poniża, okłamuje, bije, a potem przeprasza i prosi o wybaczenie, a Ty "miłosiernie" do niego wracasz? To nie wybaczenie, to współuzależnienie. I krzywdzenie nie tylko siebie, ale i agresora, który za sprawą oferowania mu ciągłego "wybaczania" nie ponosi żadnych konsekwencji swoich działań, co jest dla niego szkodliwe. Może być tak, że tak mocno tkwimy w modelu "ofiara - krzywdziciel", że choć rani nas to i degraduje, to myśl o zerwaniu z tym schematem napawa nas paraliżującym lękiem. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co za tym lękiem stoi. Może na tkwieniu w roli ofiary budujemy swoje poczucie wartości? Czujemy się lepsze od "tego wstrętnego kata", który się nad nami znęca? Może tak bardzo nie wierzymy w to posiadaną przez nas niezmierzoną wartość, że jesteśmy przekonane, iż w gruncie rzeczy "zasługujemy" na traktowanie nas bez szacunku, a wręcz z agresją? Może nie znamy innych modeli funkcjonowania? Jesteśmy uzależnione od adrenaliny? Od tego faceta? Boimy się, że jeśli postawimy mu granice, on od nas odejdzie, a my tego nie zniesiemy? Kierujemy się chorym poczuciem odpowiedzialności za życie i błędne postępowanie dorosłego człowieka? Wierzymy, że "tylko my" możemy go zmienić i wyprowadzić na prostą? Przyczyn tkwienia po uszy w beczce z trucizną może być mnóstwo, warto się nad nimi zastanowić zanim po raz kolejny "wspaniałomyślnie" wybaczymy krzywdzicielowi.

2. Wybaczenie w żadnym wypadku nie oznacza zgody na ponowne krzywdzenie. Prawdziwe wybaczenie wymaga stanięcia w prawdzie. Jeśli krzywdziciel odmawia uznania swojej odpowiedzialności, zmiany zachowania, jeśli ciągle "wybaczamy", a po chwilowej pozorowanej poprawie, wraca on do tych samych krzywdzących nas zachowań, oznacza to marnowanie naszej dobrej woli, czasu, wysiłku, emocji i nadużywanie naszego zaufania. Taka sytuacja nie może trwać długo, ponieważ jest ona ogromnie wyniszczająca. Jak głosi popularne powiedzenie: "Dawanie drugiej szansy jest piękne, dawanie trzeciej - głupie". Kobiety kochające za bardzo dają tych "drugich szans" na ogół mniej więcej tysiąc pięćset, aż w końcu machają ręką na złe traktowanie, obniżają standardy, żeby się już dłużej nie szarpać i tylko co jakiś czas wyskakują z jakąś chaotyczną awanturą "o wszystko", po której czują się jeszcze gorzej i w efekcie zaczynają przepraszać krzywdziciela. Prowadzi to donikąd i kończy się na ogół załamaniem nerwowym.

3. "Wybaczanie" w związku z psychopatą to plus tysiąc punktów do mogiły. Psychopata niestety się NIE ZMIENIA, za to jest bardzo sprawny w pozorowaniu zmian. Intuicja wprawdzie bije na alarm, ale zanim jej posłuchamy, damy się nabrać jakieś milion razy. A dlaczego? A dlatego, że unikamy prawdy i chcemy znaleźć "racjonalne" uzasadnienie dla trwania w nałogu. Nas to coraz mocniej wyniszcza, bo nie da się długo żyć w pomieszaniu zmysłów i rozdwojeniu jaźni, psychopata natomiast kwitnie, bo im bardziej my dostajemy kręćka, tym bardziej on jest panem sytuacji i tym silniejszą rozpościera nad nami kontrolę.

No dobra, już wiemy, że "wybaczanie" w czasie trwania związku z psychopatą to raczej autodestrukcja i uzależnienie. Ale co z wybaczeniem po zakończeniu związku? Tutaj także czyha na nas parę pułapek.

a) Pułapka A to "wybaczenie" zbyt wczesne. Psychopata porzuca nas dla innej kobiety, a my nadal utrzymujemy z nim "przyjacielski" kontakt. Dlaczego? Bo łudzimy się, że do nas wróci, bo chcemy mu pokazać klasę, bo chcemy zachować z nim jakąkolwiek namiastkę bliskości. Powiem od razu - psychopata ma naszą klasę serdecznie w dupie, ale chętnie z niej skorzysta, żeby jeszcze nas trochę podręczyć. Jeśli z jakichś powodów (erotycznych, emocjonalnych, finansowych, mieszkaniowych, prestiżowych) jesteśmy mu nadal potrzebne, będzie nawijał na uszy makaron kolejnej ofierze, ale nam co jakiś czas rzuci jakiś podwójny komunikat w rodzaju: "ależ ty jesteś piękna..." / "brakuje mi naszych rozmów" tudzież "czasem myślę, co by było gdyby...", a my od razu strzyżemy uszami i kombinujemy: "czyli jednak kocha!". W efekcie manipulator ma dwie kobiety na raz - jedną świeżo-zamotaną i drugą neurotycznie przywiązaną i trzymaną "w odwodzie". Całkiem wygodne i całkiem obrzydliwe. Bywa również, że wprawdzie zrywamy kontakt z psycholem, ale wypieramy wszystko, co miało między nami miejsce i "wybaczamy", chcąc zachować dobry obraz tego związku. Skazujemy się tym samym na tkwienie w iluzji. Ból, którego istnieniu zaprzeczamy, może się przerodzić w depresję czy inną chorobę psychosomatyczną bądź zainfekować nasze relacje z innymi ludźmi na długie lata. Warto zatem pozwolić sobie na jego przeżycie i zidentyfikowanie go z zaistniałą krzywdą. A wybaczyć dopiero potem. 

b) Pułapka B to z kolei wybaczenie zbyt późne. Złość, która jest naturalna, zdrowa, dająca siłę do wyrwania się z chorego związku, po tym, kiedy już nam się to uda, może zamienić się w bardzo niezdrowe przyzwyczajenie. Możemy ją czuć non stop, wobec Boga, świata, siebie i innych ludzi. To trochę tak, jakby po zakończeniu wojny, nadal wozić ze sobą stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego. Chodzić z tym CKM-em do teatru, do kina, na spotkania towarzyskie, do kościoła, na basen, spać z nim i z nim także kąpać się w wannie. Owszem, można. Ale PO CO. Warto zatem, po uwolnieniu się od psychopaty, zrozumieniu tego, co miało miejsce, jakie mechanizmy zostały wobec nas zastosowane i jakie spustoszenia poczyniły one w naszym sercu i głowie, powoli zacząć odstawiać CKM do przedpokoju, a z czasem może i do piwnicy. Niech nas chroni, a nie obciąża i niszczy.

Czasem pielęgnowanie złości to paradoksalnie dalsze tkwienie w mentalnym związku z psychopatą, w uzależnieniu od niego. Nie kochamy go już wprawdzie, ale nienawidzimy, jednak w ten sposób wciąż pozwalamy mu jakoś rządzić naszym życiem. Oczywiście, po takiej traumie trzeba się wygadać, naczytać książek i artykułów, nazwać po imieniu zło, które nas spotkało, ale kiedy już to zrobimy, warto pozbyć się ciężaru złości. W przeciwnym wypadku zatruje ona przecież nas, a nie żadnego psychopatę.

Jak zatem pozbyć się złości?
Pierwszy krok to z pewnością uświadomienie sobie jej istnienia. Tego, że myśl o doznanej krzywdzie zajmuje wiele miejsca w naszej głowie, że obciąża nasze serce, że determinuje wiele naszych działań albo z kolei warunkuje niepodejmowanie aktywności.
Drugi krok to DECYZJA o tym, że chcemy się z tą złością pożegnać. To nie jest łatwe, wiem z doświadczenia. Kiedy zrozumiałam, że Złość stała się moim drugim imieniem i kiedy dotarło do mnie, że odbiera mi ona radość życia i zabiera mnóstwo energii, a przede wszystkim stoi pomiędzy mną a Bogiem, zdecydowałam, że czas się jej pozbyć.

Tylko że to nie takie proste. Kiedy tylko próbowałam przebaczyć, natychmiast zalewała mnie fala wściekłości i myśli: "Ta, PRZEBACZYĆ! A konsekwencje tego całego syfu? Długie leczenie depresji, nerwica lękowa, lincz zawodowy, głębokie rany w sercu, stracone złudzenia, nieufność, problemy zdrowotne..." oraz: "Przebaczyć? I co, i te wszystkie krzywdy mają nie mieć żadnego znaczenia? Ten ból ma iść w niepamięć?". Tyle że dotarło do mnie również, że przez brak przebaczenia ja sobie tylko tych krzywd dokładam. I ciągle siedzę w jakimś ciemnym bunkrze zamiast wyjść na łąkę. Długotrwałe pielęgnowanie złości to poza tym pielęgnowanie więzi z psychopatą na poziomie duchowym. A to zatruwa teraźniejszość i przyszłość. Warto pozwolić mu "odejść", wyciągnąć wnioski ze wszystkiego, co się zdarzyło i pożegnać się.

No dobra. Decyzja podjęta, teraz JAK to zrobić? Wpisałam w google "jak przebaczyć". Wyskoczył artykuł z tygodnika Niedziela. Przeczytałam radę - napisz list do krzywdziciela, nazwij całe zło i wybacz mu je. Tja. Spróbowałam. Mój list dałby się streścić w trzech słowach: "Wybaczam ci, CHUJU". Przepraszam za wulgaryzm, ale oddaje on temperaturę moich ówczesnych emocji.

Wizja wybaczenia tylko mnie rozsierdziła, uklękłam taka wściekła przez obrazem Jezusa Miłosiernego i powiedziałam: "NO NIE DAM RADY. Absolutnie nie widzę takiej możliwości. Musisz mi dać jakąś specjalną łaskę, nie ma wyjścia". Poszłam spać, spałam kiepsko, męczyły mnie natrętne myśli i złość. Zależało mi jednak na wybaczeniu, bo zależało mi na powrocie do Boga, bez Boga nie czułam się szczęśliwa ani spokojna. Postanowiłam codziennie odmawiać w intencji otrzymania łaski wybaczenia Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Do skutku.

Dziś trzeci dzień, a ja już widzę owoce. Dotarło do mnie parę spraw - po pierwsze, bardzo trudno jest wybaczyć, kiedy koncentruję się na krzywdzie. Zaczęłam próbować koncentrować się na Bogu - modlić się - nieporadnie, tak, jak umiem, czytać o Nim i Jego miłości, prosić o nią. Wydaje mi się, że to jedyna droga do wybaczenia. Zaczęłam mieć na wybaczenie OCHOTĘ - nie tylko dlatego, żeby się w końcu uwolnić od przeszłości, ale też z tego powodu, że odkryłam, że z niego może być pożytek, że ono wcale nie przynosi strat, bo mogę je ofiarować Bogu. A przecież nieczęsto możemy zrobić Bogu prezent. Skoro zatem nie umiem wybaczyć sama z siebie, mogę spróbować to zrobić ze względu na Bożą miłość. On nas kocha nieskończenie i wybacza nam wszystko, uczy, żebyśmy my też postępowali podobnie i stawali się podobni do Niego. A jeśli Bóg czegoś uczy, to raczej ma rację :)

Tutaj uwaga - podkreślam jeszcze raz, wybaczenie nie oznacza żadnego powrotu do dawnej relacji z krzywdzicielem ani żadnego jego "zwycięstwa". To tak naprawdę nasze zwycięstwo - mimo doznanej krzywdy, pokazujemy złu gest Kozakiewicza i wybieramy dobro. Nie naiwność i krzywdę bądź tkwienie w agresji, ale miłość i siłę. 



Ważna uwaga techniczna - myślę, że w procesie wybaczenia może bardzo pomóc nazwanie doznanych krzywd i uporanie się z konsekwencjami zła, jakie nas spotkało. Oczywiście, że to nie Polska powinna była odbudowywać Warszawę pod drugiej wojnie światowej. Niemcy powinni to przynajmniej sfinansować. Czasem jednak nie ma wyjścia. Syf po psychopacie też niestety posprząta zapewne kto inny niż on. Zamiast jednak czekać na jego cudowne przebudzenie i wynagrodzenie krzywd, co zapewne nie nastąpi, warto w którymś momencie wziąć miotłę i wymieść odłamki zbitych luster naszych iluzji i marzeń oraz stosy chusteczek z wsiąkniętymi w nie łzami.

Trudno, stało się, skrzywdzono nas, ale przed nami jeszcze kawał życia, które może być piękne i dobre. Trudniej wybaczyć, kiedy tkwimy w ruinach dawnego życia, kulimy się i spodziewamy ciosu z każdej strony. Ruiny warto opuścić (choć to czasem niełatwe), poszukać bezpiecznego miejsca, powolutku zbudować tam schronienie i nową, lepszą wersję siebie.

Z tej pozycji wybaczenie będzie łatwiejsze - po prostu dlatego, że w Twoim nowym życiu nie ma miejsca dla stałego karmienia się złością. Karmisz się czym innym - dobrem, prawdą, pięknem, mądrością. W wybaczeniu pomaga odbudowanie poczucia własnej wartości i wiary w to, że nasze życie, mimo doznanej traumy, wciąż może być wspaniałe. Do tego odnosi się właśnie żartobliwy tytuł posta - rada jak najbardziej serio, choć oczywiście nowy stanik to tylko symbol "nowej, piękniejszej skóry" ;) Powodzenia!


35 komentarzy:

  1. Myślę, że osoba o zachowaniach psychopatycznych może się zmienić. Do tego potrzeba chęci tej osoby i długotrwałej psychoterapii (dezintegracji pozytywnej). Ponieważ takie zachowania nie wzięły się znikąd, tylko z określonych braków w dzieciństwie. Oczywiście taka osoba musi sama chcieć zmian, a nie widzieć w innych tylko wady. Zmiana jest jednak możliwa. To są skutki zaniedbań rodziców, opiekunów. To zło, które czyni taka osoba, zostało w taką osobę "wgrane", poniekąd nie jest to wina takiej osoby. Ale niestety bezpośrednio jest sprawcą i dotyka nas ból od tej osoby, choć przeniesiony od innych. Nie obwiniajmy więc siebie, ale też miejmy w świadomości, skąd to pochodzi. Nie zmienia to jednak faktu, że taka złość i trudność w wybaczeniu nadal jest. Byłem w takiej sytuacji, że wybaczyłem ze względu na zaszłości z dzieciństwa takiej osoby, napisałem spokojny komunikat, wysłałem. Niestety ta osoba nie była w stanie wykrzesać z siebie czegoś bardziej ludzkiego i wyśmiała ten list, odebrała nie jako siłę wynikającą ze zrozumienia, ale jako słabość. Takie właśnie psychopatyczne zachowanie. W sumie można się było tego spodziewać, ale zawsze jest nadzieja, że szczere słowa dotrą i ktoś zechce zmienić siebie. Nie dla nas, ale dla siebie i dla innych. Po tej reakcji wkurzyłem się i może o to chodziło tej osobie. Miałem prawo się wkurzyć? Miałem. Bo jednak liczyło się, że ktoś będzie w stanie przekroczyć pewne swoje granice, wznieść się, że może było się z kimś lepszym niż tak naprawdę jest. Złość też może być i jest dobra. Przeszło mi oczywiście. Ale takich osób jest wiele na świecie. Nie mogąc ułożyć sobie życia, wpływając na życie innych. Zawsze to jednak wynika z tego, co było w dzieciństwie. Zawsze. Osoby o takich skłonnościach doznały cierpienia, wyrwa krzywdy nie została nigdy zasypana i pewnych rzeczy nigdy nikt takich osób nie nauczył. Rozwiązaniem jest psychoterapia. Kto jeszcze jest w takim związku, może i powinien próbować delikatnie namawiać na psychoterapię i uzbroić się w 1-2-3 letnią cierpliwość. Kto jest już poza związkiem - może coś zrobić dla dobra innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś jest w związku z psychopatą, to powinien WIAĆ i sam iść na psychoterapię, żeby zrozumieć powody, dla których tkwił w relacji przynoszącej mu ból i odzierającej go z godności. Namawianie psychopaty na terapię to strata czasu i tkwienie we współuzależnieniu. Psychopata chętnie pójdzie na terapię, ale tylko po to, żeby zamydlić oczy ofierze i wpędzić ją w poczucie winy, a terapeutę - zmanipulować (jeśli będzie niedoświadczony i nie pozna, z kim ma do czynienia) bądź znienawidzić - jeśli pozna.

      Usuń
    2. To proszę porozmawiać z psychoterapeutą. Osoby mające takie braki, skutkujące przemocą (słowną, seksualną - zazdrość), psychoterapeuta jest w stanie w ciągu 1-3 lat wyprowadzić z tego, co zostało takiej osobie wtłoczone w dzieciństwie. Wszystko skądś się wzięło. / Psychoterapeutę zmanipulować? Wie Pani na czym polega zdobycie certyfikatu poświadczające umiejętność prowadzenia psychoterapii?

      Usuń
  2. Certyfikat niestety nie chroni przed podatnością na manipulację. O tym, że psychopaci potrafią zmanipulować nawet doświadczonych terapeutów mówią oni sami - pisze o tym np. wybitny znawca tematu, dr Robert Hare.

    OdpowiedzUsuń
  3. Braki emocjonalne czy krzywdę z dzieciństwa można naprawić psychoterapią. Nie dzieje się to jednak w ciągu miesiąca, czy nawet i roku. Do tego trzeba także dobrego psychoterapeuty. Jeśli będzie zbyt "miękki", to i trzy lata nie wystarczą. Jeśli będzie zbyt brutalny, to pacjent ucieknie. Jeśli ktoś krzywdzi, znaczy, że został skrzywdzony. Nikt nie będzie dobrowolnie chodził na psychoterapię dwa lata tylko po to, by manipulować psychoterapeutą. Takie braki jak opisujesz, to typowe braki miłości z dzieciństwa. Tu nie ma nic nadzwyczajnego. To jest do naprawy. Nie znaczy, że Ty musisz z taką osobą być, ale takiego mężczyznę czy taką kobietę można naprostować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę Pana, albo nie miał Pan nigdy do czynienia z opisywanym na tym blogu zjawiskiem, jakim jest psychopatia, albo celowo wprowadza Pan Czytelników w błąd mówiąc o tym, że poddaje się ona leczeniu. To jest blog dla OFIAR psychopatów, nie dla ich krzywdzicieli. Jeśli ma Pan ochotę zająć się ocieplaniem wizerunku tych ostatnich, proszę założyć własnego bloga - z zaznaczeniem, że wchodzi się tam na własne ryzyko. Tutaj proszę już nie siać zamętu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co za bzdury !!!! Psychopata i terapia :))) Zacytuję jakiegoś profesora badacza psychopatiii: "aby się uleczyc psychopata musiałby wysrac swoj mózg " .... Niestety to prawda to betonowa struktura zazwyczaj genetyka ... Niewyobrażalna czarna dziura .

    OdpowiedzUsuń
  6. Megi
    Racja to blog dla ofiar psycholi, które wybrały życie, zamiast otchłani, jaką jest próba ratowania i wsparcia dla zaburzonych jednostek, 5 lat empatii, wsparcia, miłości, zrozumienia...modlitwy o wstawiennictwo Boga, odcięcie od przyjaciół, rodziny, pasji, bo jeszcze mało miłości i zaangażowania z Mojej strony.....ja na kolanach musiałam się wygrzebać, wypełzać, maiłam zatrutą duszę i chore ciało, ludzie mnie nie poznawali na ulicy..od takich ludzi się sper...dala gdzie pieprz rośnie. Tak tez myślałam , ratować, wspierać, rozumieć,praca od podstaw, nauka miłości..-ale miałam wówczas zatruty mózg i prawie WYKITOWAŁAM,

    OdpowiedzUsuń
  7. Genetyka? Ocieplanie? Co za słowa tutaj? Ktoś każe komuś z kimś przebywać? Jakie modlitwy, empatia? Piszę o tym, że takie zachowania, jakie tutaj są opisane, są do zniwelowania przez dobrego psychoterapeutę. Przez specjalistę. Partner czy partnerka, nie mając do tego odpowiednich narzędzi, nie dokona tego choćby i przez 20 lat. Rozmawiała któraś z Pań ze specjalistą na ten temat? Proszę podać miasto, polecę kogoś dobrego. Mylicie tutaj dwa porządki. Krzywdzenie bierze się z doznania krzywdy. Usunąwszy przyczynę, usunie się i skutki. Ale do tego trzeba długiej i żmudnej pracy. Specjalisty. Nie żony, dziewczyny, chłopaka, męża.

    OdpowiedzUsuń
  8. Megi
    To jest blok dla osób , które chcą normalnie żyć, i nie szukają pomocy dla osób zaburzonych tylko dla siebie.
    Rozmawiałam ze specjalistą, mój partner z problemami również ze swoim, ja po wszystkim musiałam skorzystać również z terapii.
    Wszystko zapewne jest możliwe, ale z mojego punktu widzenia, pewne osoby zaburzone mogą mieć niewykształcone części mózgu, które odpowiadają za empatie czy zwyczajne człowieczeństwo, przyjęte w naszej kulturze i dla większego ogółu zrozumiałe i chyba nie ma na to lekarstwa. Po prostu tak jest.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani ,która upiera się przy terapii psychopatów proszona jest aby zgłebiła temat zanim zabierze głos w tej sprawie .PSYCHOPATA NIE PODLEGA TERAPII !!!! Jedynie uczy sie jak ponownie i lepiej manipulowac przyszłymi ofiarami !!!! Sporo ksiazek i materiałow specjalistow w tej dziedzinie jest dostępnych w sieci .Najpierw solidna wiedza !!!! Aby nie wprowadać pokrzywdzonych ludzi w błąd .Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z przedmowczyniami. Nie wolno wprowadzać pokrzywdzonych ludzi w błąd. Odpowiedzialny i gruntownie wykształcony terapeuta posiadający wiedzę na temat psychopata będzie pierwszą osobą, która pozbawi ofiarę złudzeń co do możliwości "naprawy" związku. Jeśli Pan, jak sam pisze, moze w każdym mieście osobę podejmujacą się leczenia psychopatii, proszę podać ich listę, ponieważ nie ma nic gorszego niż trafić na "terapeute", który będzie robił wodę z mózgu i tak już udreczonej ofierze.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam do Pana pytanie - skąd czerpie Pan wiedzę o psychopatii i to tak szeroką, że daje Pan sobie prawo do polecania specjalistów w każdym mieście?

    OdpowiedzUsuń
  13. A wracając do namiarów na dobrego terapeutę, to proszę podać, myślę że ten od psycholi może być równie skuteczny dla ich ofiar, a ich pomoc i nasza kasa przynajmniej się nie zmarnuje :-) każda pomocna dłoń i wsparcie się przyda.
    Kraków i Katowice

    OdpowiedzUsuń
  14. Cytat: "Rozmawiałam ze specjalistą, mój partner z problemami również ze swoim, ja po wszystkim musiałam skorzystać również z terapii."

    Kim był ten specjalista? Psycholog, nie znaczy, że jest dobry. Nawet psychoterapeuta. Przede wszystkim musi to być psychoterapeuta certyfikowany. Ponieważ jest to osoba, która sama doświadczyła takich metod i je głębiej rozumie. Ale także wśród certyfikowanych są "lepsi" i "słabsi". Jeśli ktoś będzie nieco za "miękki", to może się mu/jej nie udać doprowadzić do czegoś pacjenta. A to zawsze boli.

    > Wszystko zapewne jest możliwe, ale z mojego punktu widzenia

    Co to znaczy "z mojego punktu widzenia"? Ma Pani jakieś badania na to, powtarzalne, sprawdzalne?

    > pewne osoby zaburzone mogą mieć niewykształcone części mózgu, które odpowiadają za empatie czy zwyczajne człowieczeństwo, przyjęte w naszej kulturze i dla większego ogółu zrozumiałe i chyba nie ma na to lekarstwa. Po prostu tak jest.

    Pewne cechy dziedziczymy. Większość zdolności tego typu jest rozwijana w wychowaniu. Neurony lustrzane są odpowiedzialne za empatię. Są również opinie, że kobiety mają ich po prostu więcej, między innymi ze względu na macierzyństwo. Powiedzmy, że spróbujmy to przyrównać jak 100% do 20% jakie mają mężczyźni. Problem w tym, że mężczyzn nie uczy się tego, raczej bardziej "twardego" podejścia. Stąd kobiety płaczą, że mężczyźni ich nie rozumieją. Nie ma tu jednak żadnej sztywnej reguły. Wszystko zależy (większość ogromna) od wychowania do wieku 7-8-9 lat. Tam to wszystko się dzieje. Co opiekunowie pokażą, nauczą, powiedzą. Wychować - najtrudniejsza sztuka. Jeśli ktoś jest w tym fatalny, to potem wychowuje taką osobę, która ma zachowania takie a nie inne. I to problem wychowania.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dalej... nikt nie każe być komuś i naprawiać związek. To jedno. Ale drugie, że psychoterapia takiej osobie, którą postrzega się jako psychopatyczną - pomoże. Trzeba na to jednak czasu i sama ta osoba musi tego chcieć. Nie można zaś tego negować, bo to jest dopiero krzywdzące i fałszywe. Oczywiście nie mówię tu o skrajnych przypadkach, jak Trynkiewicz, czy jak tam on się nazywał. Ale rozmawiamy tu o takich ludziach, którzy chcieliby zdrowego związku, ale niestety nie potrafią.
    Wiedzę mam. Prawo? Proszę poszukać po prostu. Tutaj jest jedna lista:
    http://www.ptp.org.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=53

    Są też listy na PTPP. Ale uprzedzam, dopasowanie pacjenta do terapeuty, to także pewna delikatna kwestia.
    Pacjent musi być gotowy i zazwyczaj jest uprzedzony, że rozgrzebanie tego będzie bolało. Umiejętny zrobi to tak, aby całkowicie pacjent się nie rozsypał, czy uciekł. Dezintegracja pozytywna. Najpierw rozłożyć, potem złożyć.

    OdpowiedzUsuń
  16. A Pan ma jakie doświadczenie w kwestii terapii?

    OdpowiedzUsuń
  17. Oczywiście, terapia psychopaty ma pozytywne skutki, pod warunkiem, kiedy wynika z encefalopatii i np. operacja guza mózgu usunie źródło powstałych skłonności. U psychopaty inaczej funkcjonuje układ "-nagroda-kara", mają bardzo nikłe połączenia nerwowe między płatami czołowymi a ośrodkami podkorowymi, mają niższy poziom serotoniny, silny układ wegetatywny- dzięki któremu mają dobre zdrowie. Psychoterapia psychopaty jest niemozliwa ze względu na deficyty psychiczne. Zgodzę się, że przyczyną mogą być zdarzenia traumatyczne we wczesnym dzieciństwie, jednak te powodują trwałe zmiany w strukturach mózgu, co pociąga za sobą niemożność doświadczenia wyższych procesów umysłowych. Są świetnymi obserwatowami, jednak nie potrafią tego wszystkiego poczuć co obserwują, gdyż brak im narzędzi. Obawiam się, że osoba, która pisze o skutecznej terapii osoby psychopatycznej, być może spotkała się z osobami błędnie zdiagnozowanymi, być może osobami z zaburzeniem osobowości borderline- z silnym rysem psychotycznym, ale to ne ten kaliber. Ktoś najwidoczniej pomylił procę z armatą :-D Fakt, oba ustrojstwa potrafią wyrządzić krzywdę. Co do czasu trwania psychoterapii, to dla osoby "zdrowej z problemami" potrzeba przynajmniej pół roku do zbudowania przestrzeni na zaufanie. Osoby z zaburzeniami osobowości, jesli utrzymują się w terapii, pracują kilka lat, 23 przynajmniej i wspomagane sa farmakoterapią. Psychoterapia może być formą behawioralnej "tresury", która będzie pobudzać ośrodek nagrody psychopaty i dzięki wyuczonym zachowaniom psychopata odniesie w swoim mniemaniu profity. Psychopata nie ma zdolności wglądu, dlatego psychoterapia nie jest możliwa. Good Bless, Wun.

    OdpowiedzUsuń
  18. 2-3 lata, nie 23 przepraszam. Choć może w przypadku psychopaty 23 lata psychoterapii dałoby skutek :-D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ktoś, kto tu pisał 4 grudnia... ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ręce opadają z jakiego powodu? Psychopaty leczyć się nie da. Leczyć trzeba osoby, które miały z nim styczność, aby powróciły do stanu normalności, czyli stanu przed spotkaniem psychopaty, który zrobił z ich życia "trzęsienie ziemi", otrząsnął się i poszedł dalej, niszczyć inne ofiary. To są ludzie chorzy, wybaczyć też jest łatwiej, jeśli człowiek zda sobie sprawę, że miał doczynienia z kimś może i strasznym, ale ułomnym, bardzo nadmuchanym impotentem emocjonalnym. Wun.

    OdpowiedzUsuń
  21. http://www.rp.pl/artykul/347203-Dziurawe-glowy-psychopatow.html dołączam artykuł, z szacunkiem, Wun.

    OdpowiedzUsuń
  22. Z moich wspomnień ze związku z "psychopatą" jedno zdanie często do mnie wraca, cytuję:" Aż mi Ciebie jest żal, że pokochałaś takiego człowieka jak ja.."To bardzo inteligentni ludzie, którzy są ponad przeciętną, świetnie udają, ale robią to wszystko świadomie, a ofiara, po prostu jest bez szans. Z chwilą gdy porzuciłam myśl i nadzieję, że to można leczyć czy naprawić odzyskałam swoje życie, doceniam każdy dzień, nawet kiepski. Ta relacja zmieniła cały mój światopogląd, teraz wiem, że jak poczuję ucisk w głowie, niepokój, tzw. czerwone lampki, to mam spier..ać. i się nie oglądać za siebie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie ma to jak opierać się na artykułach, zamiast porozmawiać z profesjonalistą... Pojawia się tak wiele sprzecznych ze sobą "badań naukowców", co chwila jakaś zmiana w różnych obszarach, że lepiej popatrzeć na wyniki terapii u profesjonalistów, długofalowość. Oczywiście, że drażnienie określonych części mózgu może wywołać agresję czy braki pewnych substancji chemicznych - stany depresyjne. Natomiast pisałem,że nie mam na myśli skrajnych przypadków (jak Trynkiewicz), morderców, pedofilów, sadystów wyrywających zwierzętom części ciała. Zdaje się, że nie o takich ludziach jest ten blog. Proponuję jednak porozmawiać z profesjonalnym psychoterapeutą, ustalić pojęcia, etc. / Zaś co do II części, owo zdanie "Aż mi Ciebie jest żal.." - to może wskazywać na dużą niepewność siebie skrywaną pod różnymi warstwami, taką niewiarą w siebie, że można być lepszym człowiekiem, świadomość własnych wad, ponad miarę rzeczywistą, takie samospełniające się proroctwo. Ale na podstawie jednego zdania, trudno coś tak naprawdę powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  24. A Pan skąd czerpie swoją wiedzę?

    OdpowiedzUsuń
  25. To ciekawe, co ten człowiek mówił :"Aż mi Ciebie żal...". Ktoś o niskiej samoocenie, nie byłby w stanie wykrztusić z siebie takiej formuły. Żal mu kobiety, która go pokochała, ale nic z tym nie zrobi. "Jestem taki biedny, że Ciebie unieszczęśliwiam, taki nieszczęśnik ze mnie, że Ciebie rozwalam i pastwię się nad Tobą". Tylko "ja" i "ja". Koleś koncentruje się cały czas na sobie, tak bardzo kocha? Tak kocha, że płacze nad samym sobą, bo taki biedny misio z niego, że wsadza nóż w plecy swojej kobiecie? Od razu gołym okiem widac, że to pospolity mentalny zwyrol. Zrównoważony człowiek, będzie robić wszystko, aby jego kobieta była szczęśliwa, będzie mówić "Kochanie, zrobię wszystko, abyś czuła się kochana i szczęsliwa!", nie będzie koncentrowac się na sobie. Ten kolo, co Ci tak mówił, to jakiś onanista skupiony na sobie, może to nawet i nie psychopata. Miernota zwykła.

    OdpowiedzUsuń
  26. Satyr albo Dziki Mąż7 grudnia 2015 01:36

    Wtrącę się - nie będzie tego MÓWIĆ, tylko będzie tak DZIAŁAĆ. W mówieniu "Kochanie, zrobię wszystko (bla bla bla)", psychopaci mają doktoraty, habilitacje, profesury, Noble i Pulitzery ;) Co do reszty - pełna zgoda ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Tez myślałam na początku, że to niska samoocena-taka skrywana , pod maską świetnego, szczerego faceta,którego grał naprawdę dobrze. Z czasem zaczęły wyłazić "różności"-i w tzw. trzeciej odsłonie wylazł jakiś stwór, dla którego reszta to motłoch, kobiety to ściery, itp. wymykało mu się to z ust. Taki pospolity mizogin..:-) z niego był , faktycznie psychopata to za dużo...

    OdpowiedzUsuń
  28. Mizogin - widocznie jego matka zawaliła (lub może jej nie miał i ktoś, kto sprawował opiekę). A wcześniej matka matki, etc.
    Dodam, że np. depresja jest zawsze egotyczna. Człowiek w depresji nie myśli o innych, myśli o sobie. Źle, ale o sobie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Czyli psychopata to "człowiek w depresji"? ...Raczej "członek w depresji" doznający impotencji empatii i wglądu w swoje odczucia. A może nie matka zawaliła, a ojciec? Albo żadne z nich nie zawaliło, bo mają synka surczybyka? Przypomina mi się taki film "Ballada o Januszku", tylko ten, działał jawnie. Ojca nie miał, a matka była za dobra.

    OdpowiedzUsuń
  30. Generalnie pisałem, że depresja skierowana jest ku sobie.
    Dziecko samo nie bierze się z niczego. To zawsze kwestia wychowania. Jeśli jest skurczybyk, ktoś zawalił. W "Balladzie" właśnie miłość matki była bezkrytyczna, to także jest złe. Zdecydowanie także kształtuje postawę i zapewnia dziecku poczucie bezpieczeństwa. Być za dobrym dla dziecka (pozwolić na wszystko) to zrobić dziecku krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
  31. Dzięki za te teoretyczne mądrości, ale dzielimy się tu praktyką - wymieniamy doświadczeniami traumy spowodowanej związkiem z psychopata. Pan, jak rozumiem, jest ofiarą bądź ekspertem? Jeśli ofiarą, proszę podzielić się swoim doświadczeniem - opisać, jak udało się Panu uciec, z jakiej fachowej pomocy Pan korzystał, co spowodowało, że stał się Pan podatny na wykorzystanie etc. Jeśli wypowiada się Pan jako ekspert, prosimy o przedstawienie swoich kwalifikacji.

    OdpowiedzUsuń
  32. It's amazing designed for me to have a site, which is
    valuable designed for my know-how. thanks admin

    OdpowiedzUsuń
  33. Bardzo fajny wpis. Będę zaglądać częściej.

    OdpowiedzUsuń