niedziela, 10 maja 2020

Co nam wolno, a czego nie i czemu nie wolno nam mówić "NIE" :)

Taka fraszka na początek dla rozluźnienia w tym pięknym i słonecznym dniu :)
Jadąc nad jezioro myślałam sobie o długim i mocnym sznurze, nadal trzymającym mój mózg na uwięzi. Otóż jechałam w niedzielę, dzień wolny, nie zawalając żadnych obowiązków, odpocząć sobie nad jeziorem i skorzystać z ładnej pogody. Co czułam? POCZUCIE WINY.

Postanowiłam namierzyć źródło. Nie było to trudne. Zostałam dokładnie tak "wytresowana", żeby cierpieć z powodu poczucia winy właśnie w takich momentach, jak ten. Już w okresie dojrzewania moje samodzielne inicjatywy towarzyskie były umniejszane, krytykowane albo otwarcie zwalczane. I nie mówię tu o sprawach istotnie wymagających rodzicielskiej interwencji. Zasady nie były jasne - jednego dnia wolno było mi spotykać się z koleżankami i kolegami, innego - nie. Niezależnie od tego, czy wywiązałam się ze swoich obowiązków. W liceum i na studiach bawiłam się zatem w loterię, próbując "wyczuć moment", kiedy moje życie towarzyskie będzie przez nią akceptowane, raz po raz narażając się na koszmarny gniew mojej mamy i oskarżenia o "skrajny egoizm" z niewiadomych powodów. Kiedy dorosłam, chciałam być odpowiedzialna, wspierająca i dojrzała, empatyczna wobec mamy i wychodząca naprzeciw jej potrzebom. W efekcie uwewnętrzniłam je na tyle, że straciłam poczucie tożsamości. Zrezygnowałam z mnóstwa marzeń, z rozmachu, ze spontaniczności. Przecież to wszystko może być przerwane jednym telefonem, a ja mogę zostać "nakryta" na robieniu czegoś "niedozwolonego". I srodze za to ukarana najcięższymi oskarżeniami i całkowitym odrzuceniem. 

Jak uczymy się odgadywać potrzeby toksycznego rodzica? Czasem zastrasza nas wprost, groźbami czy przemocą fizyczną. Częściej jednak jesteśmy długie lata manipulowani. Nie trzeba przecież zabraniać dziecku wyjazdu z rówieśnikami (mowa o "dziecku" trzydziestoparoletnim). Wystarczy zadzwonić do niego w trakcie wypadu na Mazury i słabym głosem wspomnieć o bardzo kiepskim samopoczuciu o nieznanej etiologii. A potem pożegnać się tak, jakby miało być to ostatnie pożegnanie w życiu. Co robi potem "dziecko"? Zamiast pić piwo i śpiewać szanty, odchodzi na stronę od swojego towarzystwa i dzwoni do mamy, aby ją pocieszać bądź sprawdzać, czy czuje się już lepiej. A jeśli sytuacja powtarza się na tyle często, że zaczyna czuć złość z powodu bycia manipulowanym, kończy wprawdzie rozmowę, ale później omawia tę sytuację sto razy ze znajomymi, aby usłyszeć od nich, że nie jest potworem i ma prawo do własnego życia. Zapewnienia przynoszą chwilową ulgę, jednak pod spodem nadal czai się smutek, lęk, niepewność i poczucie, że jest się najgorszym człowiekiem na świecie. Źródłem wiedzy o samym sobie są rodzice, a więc jeśli mama mówi mi, że jestem skończoną egoistką i że zachowuję się podle, to widocznie tak jest. Choćby rozum mówił co innego, ta "prawda" zapisana jest w emocjach, czyniąc nas w efekcie niemal niezdolnymi do odmowy komuś, komu ta odmowa zdecydowanie się nie spodoba.

Tak też wpadamy w sidła psychopatów, uwielbiającym ofiary niepewne własnej wartości i nie potrafiące mówić "nie" ludziom, którzy tego "nie" nie respektują. A kiedy być może szczęśliwie uda nam się zakończyć chory związek, często wycofujemy się z życia w poczuciu porażki i bycia oszukaną przez własne emocje. Nie ufamy sobie, nie mamy siły ani nadziei, wpadamy w depresję. A w tym stanie na pewno nie będziemy mieć ochoty ani energii na kolejną walkę - tym razem z toksycznym rodzicem. Przynajmniej tak było u mnie - po zakończeniu związku z psycholem "rozkwitł" mój "związek" z mamą - miałam, podobnie jak ona, doła, podobnie jak ona siedziałam prawie cały czas w domu i podświadomie już nawet nie planowałam zmiany tego stanu rzeczy, bo wyczuwałam emocjonalny Armageddon, jaki mnie czeka, kiedy tylko powiem: "NIE".

Dlaczego dorosła kobieta rezygnuje z własnego życia, z radości, ze spontaniczności, z głębokich relacji, z przyjemności etc.? U podstaw leżą fałszywe przekonania wdrukowane wieloletnią tresurą. Postanowiłam namierzyć ich tyle, ile tylko się da i wydobyć z mroków podświadomości, aby wreszcie straciły władzę nad moim życiem. Może i Wam się przyda takie ćwiczenie, a moje przemyślenia okażą się inspiracją:

- Nie jestem warta miłości (skoro mama w chwili, kiedy powiem "nie", odrzuca mnie całkowicie i przekreśla, oznacza to, że nie można mnie kochać takiej, jaką jestem, a jedynie akceptować tę część mnie, która we wszystkim zgadza się innymi).

- Jestem odpowiedzialna za szczęście mojej mamy. I to jako jedyny człowiek na świecie.

- Kiedy się cieszę, bawię, wygłupiam ze znajomymi, a moja mama w tym nie uczestniczy, unieszczęśliwiam ją i wpędzam w chorobę.

- Muszę być stale pod telefonem, gotowa do odbycia co najmniej godzinnej rozmowy z mamą. Jeśli zrobię inaczej, mogę się spodziewać niezapowiedzianej wizyty w domu bądź zerwania relacji.

- Jeśli nie odbiorę telefonu i nie oddzwonię, moja mama być może umrze.

- Nie mogę być w szczęśliwym związku, ponieważ szlachetni ludzie cierpią, a dobrze się czują tylko prymitywy. Mój szczęśliwy związek wprawiłby ją w zakłopotanie i niedowierzanie. W efekcie sama sobie przestałabym wierzyć, czy na pewno wszystko jest ok. Poza tym czułabym się winna będąc szczęśliwą wtedy, kiedy mama tak cierpi.

- Nie wolno mi samodzielnie wybierać miejsca zamieszkania, partnera, przyjaciół, samochodu, sposobu ubierania się, czesania, domowego zwierzaka (tak, tak, mama nie była zadowolona, że przygarnęłam kota, bo "wtedy odpadają wspólne wakacje"), sposobu spędzania wolnego czasu etc., bo jest to akt nielojalności, niewdzięczności, braku miłości bądź "skrajnego egoizmu". Tzn. oczywiście "wolno mi", ale za cenę zerwania relacji.

Brzmi to wszystko oczywiście absurdalnie, ale pamiętajmy o tym, że jest to "prawda emocjonalna", nie "racjonalna". W racjonalnej sferze mama wyśmiałaby ten post i uznała za przejaw mojej choroby psychicznej bądź kultowego "skrajnego egoizmu" ;) .Formułowane przez nią komunikaty nie są rzecz jasna wyrażane w dosłownej formie, ale kiedy zna się swoje dziecko od X lat i kiedy lepiło się jego osobowość niczym ludka z plasteliny, wszystko można osiągnąć jednym westchnięciem bądź omdlałym tonem głosu. 

Warto zwrócić uwagę, że wymienione przeze mnie fałszywe przekonania są typowe także dla związku z psychopatą. Oni także "umierają" bez nas (na początku znajomości rzecz jasna ;)), ich także ranimy mając własnych znajomych, oni także łamią nasze granice, kiedy nie odbieramy telefonu i postanawiają przejąć inicjatywę zjawiając się bez zapowiedzi w naszym biurze czy mieszkaniu. A my zaczynamy tańczyć, jak nam zagrają, bo tego typu związek uruchamia w nas głęboko wdrukowane przekonania na własny temat oraz perfekcyjnie wyćwiczone schematy zachowań. Nie umiemy się ani obronić, ani zakończyć tego typu relacji. Na dodatek nasza psychika łudzi się, że uda nam się osiągnąć to, co było niemożliwe w relacji z rodzicem - sprawić, żeby osoba niedojrzała i przemocowa nareszcie nas pokochała. Jakie są tego rezultaty, każda z nas wie. 

Co z tym zrobić? Skutków wieloletniej tresury nie da się  pokonać w jeden dzień. Ale można wejść na ścieżkę pracy z fałszywymi przekonaniami i stopniowego zastępowania ich tymi prawdziwymi. Skąd czerpać wiedzę? Od ludzi, którzy nas doceniają i szanują takimi, jakimi jesteśmy, a przede wszystkim - od samych siebie. Zdrowa część w nas wydaje nam się często malutkim ogryzkiem, ale ona gdzieś w nas drzemie i jest gotowa się obudzić, żeby walczyć o nas jak lwica. Warto także "zgodzić się na koniec świata". Nie odebrać telefonu, zaryzykować odrzucenie, zerwanie kontaktu, przejść przez emocjonalne piekło poczucia winy i samooskarżeń. A kiedy przestanie trochę boleć - pogratulować sobie. Odpuściłaś i świat się nie zawalił. A jeśli nawet się zawalił, to i tak byś go nie utrzymała siłą swojej woli. 

Życzę Wam zatem stopniowego odkrywania zdrowej części Waszego "ja" (to często ta związana z potężnym, zdrowym wkurwem ;)), a przede wszystkim: UWIERZENIA JEJ. Tak pracowicie podkopywana przez toksycznych rodziców i / lub psychopatów wiara we własny ogląd rzeczywistości niech nareszcie wyjdzie na wierzch i pokaże swój pazur :) I nie bójcie się, że kogoś wprawicie tym w zakłopotanie. Osoby naprawdę Wam życzliwe będą tylko bić brawo. A reszty nie warto wpuszczać do swojego emocjonalnego świata.


18 komentarzy:

  1. hej, wracając do tematu psychopaty to mam do Ciebie pytanie. Jestes bardzo madra to może mi to logicznie wytłumaczysz, jak to możliwe, ze mój były/psychopata przez którego jestem teraz chora , ma dziewczyne już rok która jest w ciąży, nie wiem jak to możliwe, ze tak mu się ulozylo, zaczynam się zastanawiać czy to ze mna jest cos nie tak, ale trafiłam tu na tego bloga, dowiedziałam się ze jest psycholem, sledzil mnie i oklamywal. Teraz patrze jak mu się układa z nową dziewczyną i miałam nadzieje, ze spotka go kara za to co mi zrobil, ale wręcz przeciwnie, nie wiem jak to możliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To klasyk w wykonaniu psychopaty. Jest pozbawiony głębszych uczuć, co nie przeszkadza mu w pefrekcyjnym ich udawaniu. Ty jako osoba wrażliwa i czująca cierpisz, chorujesz, potrzebujesz długiego czasu, żeby się otrząsnąć. On - przeciwnie. Kiedy widzi jasno, że kończy mu się "źródło zasilania" bądź kiedy po prostu ma taki kaprys, płynnie przerzuca się na inne. Mój eks miał nową dziewczynę (teraz już żonę) chwilę po tym, kiedy "popełniał samobójstwa" z "miłości" do mnie. Oni po prostu nie mają głębszych uczuć, więc zmienianie obiektów kosztuje ich tylko tyle, ile energii wkładają w wysiłek logistyczny. Często ich też cieszy możliwość zamachania przed oczami swoim szczęściem zdruzgotanej ofierze. To nie z Tobą jest "coś nie tak", to on chce, żebyś tak myślała. Żadna dziewczyna nie będzie z nim szczęśliwa, natomiast prawdopodobnie każda będzie to szczęście udawać w obawie przed jego reakcją. Pamiętaj też, że szczęście nie wynika z samego faktu, że ktoś jest w ciąży :) Ciąża to także klasyczna zagrywka psychopaty, który dopiero wtedy, kiedy kobieta jest od niego zależna i związana wspólnym dzieckiem, rozwija pełen wachlarz swoich możliwości. Nie masz czego żałować, nic z Tobą nie jest "nie tak", przeciwnie - uwolnienie od psychola to objaw zdrowia i siły. Powodzenia i nie daj się już gadowi wślizgiwać do Twojego umysłu, a kysz! :)

      Usuń
  2. Właśnie tego obawiam się najbardziej, zamachania swoim szczęściem zdruzgotanej ofierze. Ale dam radę, wiem że z nim szczesliwa bym nie była, bo byłam z nim rok i wiem jak to wszystko wygląda. Smutno jednak trochę. Dziękuję Ci Waderko za odpowiedź, zapisze ja sobie u będę czytać. Dam radę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Kochana Wadero:) Czytam sobie od wczoraj wybiórczo Twojego bloga bo ilekroć przemykają mi myśli traktowania mojego expsychofaga po ludzku wracają do mnie leki - krzyczy moja intuicja - to niesamowite. Pokrótce, w walentynki tegoż roku doszłam do ściany stwierdziłam, że albo sobie coś zrobię albo wywalę tego śmiecia raz na zawsze. Decyzja podjęta, wdrożona ale męki które doskonale znasz dały się we znaki.Minelo 5 miesięcy i w końcu odpisałam na te skomlące maile na szczęście dosadnie ale to przywróciło mi myśli traktować go jak człowieka - mój organizm niniejsze odrzuca - ciekawe dlaczego tak się dzieje .Chodzę na terapie od roku a mija terapeutka powiedziała mi ostatnio, że zle by ze mną było .... niemniej nie dość ze trafiłam na psychola to jeszcze związanego toksycznie z matka - takie kombo od życia ::))) mocno sciskam wszystkie Dziewczyny... nie mam kontaktu z żadnymi ofiarami wiec jeśli ktoś byłby chętny zapraszam . Dziękuje za bloga-jesteś potrzeba. Podziwiam, wspieram i ... tez jadę nad jezioro :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Kochana, jezioro rulez :))) Super, że chodzisz na terapię, psychopata to na ogół "objaw" i sygnał, że coś w naszej psychice wymaga uwagi i zaopiekowania :) Trzymam kciuki i przesyłam dużo serdeczności!

      Usuń
  4. Waderka? Co U Ciebie jak wakacje ? Twoje teksty - czytam je po kilka razy ... masz talent ! Pisz pisz !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi miło :) Wakacje były... mieszane :D Trochę pięknego morza i trochę koszmaru w górach ;) Dzięki za zachętę do pisania, już jestem w domu i coś niebawem wysmażę :) Jakieś zamówienia na tematy? :D

      Usuń
    2. Ja tez wybrałam morze a wcześniej kaszubskie jeziorka. Byłam sama, później dojechała kuzynka i było super. Tylko jeden dzień mnie zmarnował a propos expsychola ale po 7 miesiącach jest już znacznie lepiej. Pisz co Ci w duszy gra:) o swoich nowych zajęciach, przygodach w górach i miłości - do siebie. Ściskam :*

      Usuń
    3. Czytam swoje posta sprzed miesiąca a dzisiaj siedzę i wyje cały dzień. Poprzednie dni to stany lękowe, sraczka myślowa i inne ekscesy ... więc wróciłam poczytać Twoje mądre rady . I tak dokładnie rzuciłam się w wir książek, o psycholach, manipulatorach, wrażliwości itd ... myśle, ze moje problemy są jak i Twoje mocno zakorzenione ... mama zmarła mi jak miałam 19 lat, tato został alkoholikiem - kocham Go ale mnie wykańcza jak to alkoholik ... i do tego jeszcze psychol ... k**** kombo od życia :) chodzę na psychoterapię, pomogła mi przetrwać fazę ostra po psycholu, a teraz jakby wszystko od początku :) czekam na jakieś pozytywy u Ciebie bo dajesz nadzieje... z miłością i oddaniem - habibi

      Usuń
  5. Cześć dziewczyny:) Trafiłam na tego bloga przypadkiem i czytając wasze komentarze mam wrażenie jakbym czytała o swoim ex. Większość waszych historii jest wręcz kopią tego co przeżyłam. Byłam z moim T 8 lat. Oczywiście początek był idealny - jak z bajki. Zły chłopak zakochuje się bez pamięci w dobrej, uczciwej dziewczynie, która była miesiąc po rozstaniu. Okazuje wszystkie emocje, które zawsze chciałam czuć od mężczyzny. Jest opiekuńczy, kochany, ale jest prawdziwym mężczyzną, który potrafi stanąć w mojej obronie (przynajmniej tak mi się wydawało, bo jak się okazało bójka z powodu obrażenia mnie wcale nie miała miejsca z tego powodu). Dodam, że był najprzystojniejszym facetem z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia. Byłam przekonana, że moje życie to bajka usłana różami. Oczywiście najeżdżał na swoją ex i powtarzał mi, że mimo iż był z nią 4 lata to nigdy nie czuł do niej tego co teraz do mnie i że myśli o mnie bardzo poważnie. Po roku mi się oświadczył. Oczywiście przyjęłam zaręczyny (na szczęście do ślubu nie doszło, bo to były tylko słowa i pierścionek - nic więcej). No i wtedy się zaczęło. Jego była się ze mną skontaktowała, że on ciągle ma z nią kontakt, że mówi że ją kocha i traktuje jak swoją kobietę a ja się przyczepiłam i mam się odczepić. Po czym zmieniła front i chciała spotkania. Zgodziłam się. Opowiadała tak niestworzone historie, że nie mogłam dosłownie uwierzyć, że mój T może być takim wariatem. Oczywiście powiedziałam mu, że to koniec, ale to był dopiero początek. Zaczął o mnie zabiegać jak nigdy, płakać, przynosić kwiaty i wszystko to co chciałam. Aż w końcu zgodziłam się na rozmowę i tak mnie zmanipulował, że uwierzyłam, że jego ex to psycholka, która nie potrafi pogodzić się z rozstaniem. Pokazał mi jakieś wybiórcze wiadomości, które pisała do niego w furii (teraz to rozumiem) więc tym łatwiej było mi w to uwierzyć. I tak trwałam w tym piekle. W międzyczasie wydarzyło się tyle złego, że połowy nie pamiętam. Wyparłam to z pamięci. Ciągłe upokarzanie, wmawianie mi zdrad, notoryczne kłamstwa, robienie ze mnie wariatki, że coś źle zrozumiałam/usłyszałam. Nieodzywanie się, rozpoczynanie kłótni i kończenie związku bez powodu po czym sceny typu "wziąłem tabletki nasenne, nie chce żyć bez Ciebie", jazda po pijaku i wiele innych zdarzeń. Jedyne co pamiętam to jak podczas kolejnej kłótni wziął nóż i zaczął wbijać w szafki, zrobił dziurę w ścianie i wyszedł mówiąc, że zabije kogoś albo siebie, bo beze mnie nic nie ma dla niego znaczenia. Jednak szybko wrócił do domu i po kolejnym tekście, że się zabije nie wytrzymałam i powiedziałam "śmiało". Myślałam, że to blef, ale T wyszedł na parapet i wisiał na zewnętrznej stronie wieżowca na 7 piętrze krzycząc, że nie może wejść, że nie ma siły. W histerii i rozpaczy wciągałam go do pokoju. To wtedy coś we mnie pękło i zaczęłam podejrzewać, że jest wzorcowym psychopatą. Oczywiście rozstawałam się z nim wielokrotnie dla swojego dobra, ale on potem tak walczył, tak bardzo płakał, obiecywał, że zrozumiał, że się zmieni, że chce założyć rodzinę ze mną oraz multum rzeczy, o których wtedy marzyłam. Historii było mnóstwo, mogłabym napisać książkę na ten temat. W końcu poszłam na terapię i doszło do mnie, że tak nie może być. Zerwałam tym razem na zawsze. Zablokowałam go wszędzie. Próbował kontaktu przez kumpli, przez śledzenie mnie. Wmawiał, że został pobity, był na sorze, że ledwo przeżył. Ja nic - jak głaz. Nawet próbował mnie zwabić do szpitala, bo jego wujek miał zawał (była to prawda, ale nie poszłam). W końcu powoli odpuszczał. Wysyłał kwiaty na dzień kobiet czy urodziny, ale coraz rzadziej mnie prześladował aż w końcu przestał..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęłam żyć, ale nie potrafiłam stworzyć żadnej relacji z mężczyzną poza przypadkowym seksem. Czułam pustkę w sobie. Aż kiedyś go spotkałam. Zaczął się znów odzywać a ja głupia myślałam, że skoro już zamknęłam ten temat to możemy się spotkać jako kumple. Nic bardziej mylnego. Spotykaliśmy się najpierw neutralnie, potem już jak typowa para. Mówił, że się zmienił i zawsze mnie kochał i będzie kochać i chce założyć ze mną rodzinę. Zapaliła mi się lampka i trochę się wycofałam. Na następnym spotkaniu zapytał na luzie czy z kimś się spotykałam, że to tylko jego ciekawość. Oczywiście to była pułapka. Skłamałam, że tylko z jedną osobą na co jego wyraz twarzy zmienił się w coś koszmarnego. Powiedział, że się mną brzydzi i nigdy nie pokocha kogoś takiego. Wyszedł w środku nocy i zaczął kopać w drzwi od windy i rozbić rozróbę. Cud, że żaden sąsiad nie wyszedł i nie wezwał policji. Znów poczułam się jak szmata i głupia idiotka, która wpadła świadomie w te same sidła. Najgorsze, że oni tak uzależniają od siebie jak nikt inny. Dostarczają takich emocji, których nigdzie indziej się nie znajdzie, ale przy okazji niszczą do zera. Na razie sam stwierdził, że nie ma uczuć i że zasługuję na kogoś lepszego, ale czuje że to nie koniec. Oni się nigdy nie zmienią i zawsze, jak będą chcieli się zabawić w drania to was znajdą i dokończą to co zaczęli, jeśli pokażemy choć 1% swoich uczuć. Mam nadzieję, że tym razem będę twarda i wyrzucę go w końcu ze swojego życia. Tak raz na zawsze.

      Usuń
    2. Kochana współczuję Ci. Ulegasz jego gierkom bo za krótko z nim byłaś, bo nie uwiązał Cię małżeństwem, dzieckiem. Takie kreatury dopiero jak mają Cię w garści to pokazują co potrafią. Wydaje Cię się że to co z nim przeszłaś jest straszne? Uwierz mi że gdybyś za niego wyszła albo gdyby zrobił Ci dziecko to dopiero urządziłby Ci z życia piekło. Ja się uwolniłam po kilkunastu latach. Kiedyś powiedziałam mu czego się najbardziej boję, a było tego trochę. Niedawno sprawił że wszystko czego tak panicznie się bałam, stało się rzeczywistością. Nie wiem jakim cudem ale nie złamał mnie tym. Teraz wikła nasze dzieci tak jak mnie kiedyś. Robi im pranie mózgu a że nie są już malutkie to trudno im tej chwili pomóc. Zresztą każde moje tłumaczenie że ojciec ich krzywdzi wyśmiewają. Jest ciężko, ale teraz po wielu miesiącach z dala od tego potwora, wiem że dam radę. I że odzyskam w końcu dzieci.
      Czytaj jak najczęściej takie blogi jak ten kiedy on choćby o milimetr się zbliży. Wypisz sobie 10 najgorszych momentów i czytaj zawsze jak chcesz mieć z nim jakikolwiek kontakt. I pamiętaj. To co z nim przeszłaś to zaledwie przedsionek przedsionka piekła! Jak do niego wrócisz będzie coraz gorzej. Trzymaj się i nie poddawaj. Na świecie jest wielu wspaniałych ludzi, którzy Cię nie skrzywdzą.

      Usuń
  6. Cześć, Wadero,

    Przyznam, że Twojego bloga znalazłam jakieś trzy lata temu z hakiem, kiedy to z hukiem wyszłam z relacji ze zdiagnozowanym (!) psychopatą i rozpaczliwie szukałam pomocy.
    Co do Twoich ostatnich wpisów, wydaje mi się, że dużo przeszłaś w życiu i prawdopodobnie masz wyuczone błędne (?) schematy postępowania - sama nie doświadczyłam sensu stricto parentyfikacji, chociaż być może... Coś mi uświadomiłaś. Moja mama cierpiała na schizofrenię. Były to bardziej epizodyczne aniżeli stałe objawy, tj. raz na kilka lat miewała swoje ,,odpały". Pierwszy z nich miał miejsce, gdy miałam osiem lat. Drugi - najpoważniejszy - gdy byłam trzynastolatką. Połączyło to się z kilkoma innymi stresującymi i traumatycznymi doświadczeniami w moim życiu, tak, że niepostrzeżenie zachorowałam na anoreksję, która to niemal zaprowadziła mnie do grobu.

    Mimo, że na zaburzenia odżywiania cierpię do dziś, od niemal półtorej dekady, zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy: ofiary tych zaburzeń także są perfekcyjnymi potencjalnymi ofiarami psychopatów. To, co przeszłam, ciężko opisać słowami - prawdę mówiąc, cały okres tego ,,pseudozwiązku" zaczęłam postrzegać jako wręcz... korzystny.

    Dlaczego?

    Dlatego, że upadły moje ideały. Wiara w to, że należy zbawiać innych ludzi. W dobro i bezinteresowność. W uczciwość.

    Nic się nie liczy. Sami dbamy o siebie i sami jesteśmy grabarzami własnego losu. To oczywiste, że przeszłyśmy dużo bardzo złych doświadczeń.
    Psychopaci często są na swój sposób niezwykle inteligentni - przyznaję ze wstydem, że czasem, mimo całej niechęci do tej osoby (nie tęsknię za nim, w zasadzie nie mam żadnych emocji - odcięłam się), to, czego mi brakuje, to... chłodna, bezemocjonalna ocena sytuacji, umiejętność wczucia się w to, co czuje dana osoba (ofiara?). Czasem wręcz sądzę, że wielu z nas tego brakuje. Tak naprawdę psychol nauczył mnie jednego - każdy może zawieść. Rodzina niestety często zawodzi pierwsza i potem wychodzimy pokaleczeni w świat. Ale nie pozwól przeszłości warunkować teraźniejszości, a tym bardziej przyszłości.

    Czasem warto pomyśleć jak psychopata... W odniesieniu do siebie. Jesteś mądrą, wartościową i wrażliwą osobą. Mam nadzieję, że wszystko będzie po Twojej myśli.

    Tulę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EM a w jaki sposób to zdiagnozowano? Z doświadczenia wiem że to wręcz niemożliwe.

      Usuń
  7. Witam.

    Mam takie pytanie
    Z psychopatą zakończyłam relacje, gdy jeszcze raz do mnie zadzwonił po ciszy ktora trwała 2 tygodnie dokładnie 4 miesiące temu. Jak to jest? On sie odezwie, jeśli tak to po jakim czasie i w jakich okolicznościach może to zrobić? I czy w ogóle? Zastanawia mnie to, bo mimo wszystko nigdy nie było tak, że aż tak długo sie nie odzywał. (Wiem,wiem ma inną ofiarę, ale też wiem , ze zawsze ktoś się pojawiał, nawet było ich więcej i jeszcze jedna o której się dowiedziałam przypadkiem była już przedemna i jest do dziś- podziwiam dziewczynę, ale jej sprawa. ) Mam nadzieję, że nie muszę się go wiecej spodziewać, ale na wszelki wypadek wolę być przygotowana, czasami boję się odbierać obcych nr i wtedy proszę aby napisał smsa kto dzwonił w jakiej sprawie i w czym mogę pomóc. Robię to dlatego bo on w ciągu naszej ponad roczenej chorej relacji nr zmieniał chyba ze 3-4x. Ale wtedy bylam w niego bardzo zapatrzona i mimo, ze mowilam nie, to mózg i serce tak, bo on nawet miesiąc potrafił mnie urabiac, zebym w końcu stwierdziła no chyba warto i znów dac sie wpędzić w sidła. Na koniec naszej relacji powiedzial mi, że jeszcze się spotkamy i nigdy nie będę miała od niego spokoju. Na szczęście go mam, ale niewiem jeszcze jak długo, a powiem szczerze, że mimo wiem, co to za osoba to i tak sobie nie ufam, boję się że zamiast się rozłączyć wdam sie w dyskusję. Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zablokuj telefon bo on będzie dzwonił i wciągnie Cię w rozmowę. Psychol z którym zakończyłam znajomość 4,5 roku temu ostatnio jeszcze sobie o mnie przypomniał na szczęście jest zablokowany. Oni to robią z nudów. Trzymam kciuki nie daj się!!! Jesteś super!

      Usuń
  8. Waderka, wszystko oki?

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że trafiłam na tego bloga. Jestem tutaj po raz pierwszy. Niestety,trzeba się nauczyć zdrowego egoizmu bo ofiarami psychopatów są osoby empatyczne, które kochają za bardzo...Tak naprawdę ofiarą może paść każdy/każda, ale fakt bardziej "podatny grunt", to osoby, które w dzieciństwie były tresowane, ograniczane, które nie zaznały akceptacji tego jakimi są, a także osoby, które cierpią na głód miłości. Niestety, jedyne rozwiązanie tej sytuacji to ucieczka i odcięcie całkowite od swojego oprawcy. Psychopata zawsze znajdzie drugą ofiarę, poszuka wśród takich, u których dostanie wsparcie "po ciężkim rozstaniu"... Puenta jest taka, że musimy pracować tylko nad sobą, myśleć tylko o sobie, zupełnie wymazując z głowy tę naszą "chorą miłość " do tak naprawdę bardzo chorego człowieka...

    OdpowiedzUsuń