niedziela, 15 maja 2016

Zmień swoje życie albo chociaż kolor ścian ;)

Związek z psycholem pozostawia w nas jak gdyby "ogniska zapalne". To są liczne rany zadane słowem, spojrzeniem, milczeniem, czasem niestety także pięścią. Objawy stanu chorobowego to strach, poczucie beznadziei, rozpacz, autodestrukcja, ale też... tęsknota. Za czym? Za spokojem, normalnością, za dobrocią i miłością, ale też za własnymi wyobrażeniami na temat siebie, związków w ogóle oraz tej konkretnej relacji. Powtarzam uparcie, bo sprawdziłam to na własnej skórze i wiem, że to prawda - to NIE JEST MIŁOŚĆ, ALE UZALEŻNIENIE. Jego objawy znikają powoli. Jeśli chce się żyć, trzeba zachować cierpliwość. TO MINIE. Ale głód bywa dotkliwy. 

Najgorsze rozwiązanie? Pielęgnowanie ognisk zapalnych. Odmowa leczenia, rozdrapywanie ran i kurczowe obwiązywanie ich kolejnymi warstwami bandaży, bez dostępu światła, wody i powietrza. Nazywanie stałego stanu podgorączkowego czymś naturalnym, przywiązanie do dyskomfortu, bólu i strachu. Można się od takich rzeczy uzależnić? Jak najbardziej. "Choroba" to także pozorne profity, na ogół związane z ucieczką przed odpowiedzialnością. Jeśli definiujemy same siebie poprzez związek, były związek lub brak związku i temu poświęcamy najwięcej energii w naszym życiu, a nie przynosi nam to szczęścia, warto poszukać głębszej przyczyny. Może uciekamy przed uświadomieniem sobie, że wybrałyśmy nie takie studia, nie ten zawód, nie to miasto, nie ten system wartości, że ciągle żyjemy cudzym życiem, nie odkryłyśmy własnych talentów, że tak bardzo boimy się życia, że kurczowo przywiązujemy się - choćby mentalnie - do "znanego zła"? 

Dziś namawiam do ZMIAN. Uważam wręcz, że nie da się wyjść z uzależnienia - a toksyczny związek z całą pewnością nim jest - bez porządnego remanentu w swoim życiu. Jest on zresztą na ogół wymuszany okolicznościami zewnętrznymi - pojawienie się w polu rażenia bomby atomowej zawsze niesie pewne określone konsekwencje ;) To, co wydaje nam się dodatkową traumą (w moim przypadku była to utrata zdrowia i pracy), paradoksalnie może nam ułatwić zdrowienie. Proces ten jest tym szybszy, im więcej zmian wprowadzimy do naszego życia. Wszystko to, co stare, jest niestety w jakiś sposób "skażone" relacją z psycholem (ale spokojnie, to także minie), toteż aby odbić się od dna, trzeba sobie zbudować - choćby małą - wysepkę Czegoś Zupełnie Nowego. 

Początkowy etap depresji polega głównie na życiu z dnia na dzień i dotrwaniu do kolejnego świtu, a potem kolejnego zmierzchu, ale po paru miesiącach konsekwentnego dbania  podstawowe potrzeby (spokój, sen, jedzenie, bliskość życzliwych ludzi), przychodzi czas, kiedy - mimo lęku, nie raz ogromnego - zaczynamy podejmować wyzwania. Jest to bardzo ważne, bo wychodzimy w ten sposób z okropnego stanu zgnojenia i upokorzenia, w jaki wpędził nas związek z psycholem. To naturalne, że po traumie, nie jest łatwo zmusić się do kolejnego wysiłku, przełamania słabości i podjęcia ryzyka. Choćby jednak miało się nie udać, i tak warto to zrobić - wprowadzamy w ten sposób nasze myślenie na inne tory -  z roli BIERNEJ ofiary do roli dorosłego, AKTYWNEGO człowieka. 

Bywa, że związek z psycholem funduje nam konieczność podejmowania tak ekstremalnych decyzji, że dowiadujemy się o sobie, iż potrafimy poradzić sobie naprawdę niemal w każdych okolicznościach. Po złożeniu zeznań na policji, złożenie zeznania podatkowego, staje się nagle dziecinnie proste ;) Możemy pójść za ciosem i założyć firmę, spełniając swoje od dawna odkładane na później marzenia, ale możemy też założyć bloga ;) albo po prostu... czerwoną sukienkę ;)

Stan "a cooooooooo mi zależy" miewa też swoje dobre strony. Wychodzimy z utartych schematów i przekonujemy się, że delikatna kobieta potrafi pokonać anakondę w dorzeczu Amazonki, a przy okazji ugotować trzydaniowy obiad dla siebie i dzieci. Zmiany mają jeszcze jeden walor - siłą rzeczy jesteśmy zmuszone zbudować przy okazji wprowadzania ich w życie, nowy świat. To nas stresuje, jak wszystko to, czego jeszcze nie znamy. Ale zarazem musimy się w te zmiany ZAANGAŻOWAĆ - naszym umysłem, sercem, emocjami. To jest dobre, ponieważ odrywa nas od rozmyślań nad zeschłym trupem, nad którym krążą nasze myśli i emocje. Wiemy jednocześnie, że trupa tknąć nie możemy, bo nam zaszkodzi, więc głodzimy się i frustrujemy. Nie ma sensu, strata czasu. Proszę uprzejmie o porzucenie truchła i zaangażowanie myśli w konstruktywne wyzwania. UWAGA - nasz umysł działa tak, iż ma tendencję do ciągłych powrotów do wydarzeń, z którymi wiążą się najsilniejsze emocje. Stąd też - mimo iż naprawdę tego już absolutnie nie chcemy - ciągłe flashbacki związane z psycholem. 

Dużym ułatwieniem wyjścia z tego błędnego koła jest zaangażowanie się w coś, co także nas mocno pochłonie emocjonalnie. Trochę na zasadzie "klina", ale już zdrowego. Nie mamy na to rzecz jasna kompletnie siły w pierwszych miesiącach po zerwaniu. Dajmy sobie czas na lizanie ran i rozpacz, ale gdy tylko poczujemy choć cień ochoty na podjęcie wyzwania (choćby wiązało się to z olbrzymim strachem), zróbmy to. Strach jest tutaj pomocny, ponieważ angażuje nas jako silna emocja, odrywając nas od starych emocji życia z psycholem. Jeśli podejmujemy zdrowe ryzyko, a nie porywamy się na "mission impossible" robienia z diabła anioła, mamy do czynienia ze strachem, który możemy pokonać, dzięki czemu staniemy się silniejsze. Pozbywamy się przy okazji dojmującego poczucia porażki. Zaczynamy żyć w świecie nowych zadań, nowych doznań i nowych problemów, NASZYCH problemów, a nie tych, w które zostałyśmy "ubrane" przez zwyrola. Nowe życie sprawia, że łatwiej nam przestać żyć urazą i roztrząsać przeszłość. Nie żal nam już tak bardzo naszego "utraconego świata" i nie próbujemy go za wszelką cenę reanimować, ponownie się frustrując i tracąc siły. Dzięki temu "ogniska zapalne" w naszym organizmie stopniowo się wygaszają i przestają go zatruwać.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz - feedback. Naprawdę trudno jest spotkać gorzej nam życzącą kreaturę niż psychopata. Większość ludzi życzy nam zdecydowanie lepiej. Nowe wyzwania sprawią, że tego doświadczymy. Zobaczymy na nowo, że ktoś docenia naszą pracę, lubi nasze towarzystwo, uważa, że mamy określone talenty i zalety i dopinguje do ich rozwoju. Oczywiście, będzie też ból, będzie lęk, rozczarowanie, niepewność - ale już nigdy na taką skalę, jak w bliskiej relacji ze zwyrodnialcem. 

Nowe życie zacznie nas stopniowo wciągać. Pojawią się w nim nowi ludzie, nowe lektury, nowe ścieżki myślowe, nowe pejzaże i nowe zadania. To naprawdę JEST możliwe. I kiedy to się stanie naszym udziałem, nasz niegdysiejszy patologiczny związek stanie się czymś, co należy już do innej epoki, co zdarzyło się w innym wymiarze, do czego nie mamy najmniejszej ochoty wracać i co nas już nie dotyczy. Ale uwaga - warunek jest jeden: raz na zawsze porzucamy typowe dla osób uzależnionych życie w mechanizmie iluzji i zaprzeczeń. Żadne drogi na skróty, wybawiciele na białych koniach, "zmienianie" kogoś naszą "miłością" albo bezradne czekanie, aż Coś Się Wydarzy. Żeby się wydarzyło, trzeba osiodłać własnego konia i ruszyć na nim w świat. I spotkać być może kogoś, kto dorówna nam w galopie albo zapragnie towarzyszyć w spokojnej przejażdżce. Z tej perspektywy - i tylko ta jest perspektywą właściwą - dostrzeżemy, że nasz niegdysiejszy "książę" przyjechał do nas nie na białym rumaku, ale na czarnym wieprzu. Zrobi nam się trochę głupio, że kiedyś uznałyśmy kwik za szlachetne rżenie, ale cóż - można się pomylić. Wzruszymy ramionami, ściągniemy lejce i pognamy w dal na kwieciste łąki, ku nowym przygodom.



45 komentarzy:

  1. Witam,

    Nadal jestem na etapie wkurzenia. Wracam do tych momentów, kiedy dawałam się omamiać, manipulować sobą. Przecież to było takie czytelne, wiele razy zapalała mi się czerwona lampka w głowie. Ciało też wysyłało swoje sygnały. Jeszcze nie jestem w stanie uczciwie przyznać sama przed sobą, co mnie popchnęło w ręce takiego gada. Wiem, ze nie ma sensu obwiniać się w nieskończoność. Ale trzeba mieć też chyba świadomość własnych słabości, pewnych wzorców kulturowych w które wtłaczane są kobiety. Na przykład sukces bardzo szkodliwej dla kobiet książki - ,,50 twarzy Greya". Kobiety odbierają tę książkę jako historię o niesamowitej miłości, o pożądaniu, które przekracza wszystkie granice. Nikt nie zauważa, że to historia o psychopacie, który podporządkował sobie całkowicie kobietę. Dlaczego sama byłam zawsze znudzona tzw. dobrymi mężczyznami? Wolałam takiego, który przyciśnie mnie do ściany, a że przy okazji zostawi sińce na mojej psychice, tego już wolałam nie zauważać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pociesz sie, ze nie Ty jedna jestes wkurzona tym, ze dalas sie omamic i zmanipulowac. Ja tez robie sobie wyrzuty, dlaczego dobrzy mezczyzni mnie nudzili.. Mysle, ze w moim przypadku wynika to ze zlych wzorcow z dziecinstwa - przemocowy ojciec i starszy brat, brak milosci, akceptacji. Chyba podswiadomie szukalam tej andrenaliny i hustawki emocjonalnej, ktora dostarczano mi w domu codziennie. Potem najwidoczniej harmonia i brak problemow w zwiazku byl nudny.. Niestety.

      Usuń
    2. Tia, 50 twarzy Greya, którym fascynują się niedojrzali chłopcy i ciekawe czy będą brać przykład z głównego bohatera i realizować go w życiu.Myślę że niektórzy są tak bezkrytyczni wobec tego co widzą, że tak będzie. Jak dla mnie masakra pomijając fakt, że aktorzy kiepscy a fabuła nużąca. Przewinełam bo jak dla mnie był to film o biednym, samotnym człowieku. Generalnie znużył i zasmucił mnie. Kobiety może pragną aktywnego, napalonego, fajnie zbudowanego faceta ale jedynie w łóżku no i może w tańcu(ktoś przecież musi prowadzić:-))oprócz tego dobrze jest jak jest normalnym, życiowym gościem z zaletami i wadami.M.

      Usuń
    3. Wadera, prawie jak mówca motywacyjny:-))) ale przyznam że bardzo lekkostrawny mówca.

      Usuń
  2. Uśmiałam się przy kwiku, jako szlachetnym rżeniu. So true ;)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wysepka Czegoś Zupełnie Nowego. Piękne...

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzie jesteś,Mój Rżycerzu?Dlaczego przestałeś nękać?;)Boję się,że zbierasz środki na adwokata,który zechce mieszać mnie z błotem,tak Jak Ci się marzy...Gdzie jesteś,Tato dzieci zaniedbywanych,maltretowanych,bitych?Jak Bóg istnieje,to jedyny świadek...Aż nie mam śmiałości mysleć,że już ma nową zdobycz...(moje najpiękniejsze sny to takie,w których PSYCHOL jest z kimś!)Z drugiej strony-gromadzi wciąż siły,żeby mnie zniszczyć?-takie mam myśli podczas stanów międzydepresyjnych...Boję się mieć dobry nastrój,bo w kącie tkwi ten Pająk jebany(ten z grubym odwłokiem i grubymi,długimi nogami).Z natury lubię pająki ;)-Pomóż,Wadera.anita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anitka, na pewno ma jakąś zdobycz, oni nie funkcjonują bez tego. Tyle że są również niestety mistrzami ciągnięcia wielu srok za ogon, także nowa zdobycz nie musi oznaczać spokoju starej. Ale im lepszy będziesz mieć humor, tym bardziej będziesz WOLNA! I tym bardziej będziesz się wówczas znajdować poza Strefą Rażenia Psychola. SRP to lęk, przerażenie, rozpacz, dół. Także nie bój się mieć dobrego nastroju, staraj się tworzyć coraz większe obszary rzeczywistości emocjonalnie i energetycznie psycholowi niedostępnej!

      Usuń
  5. Ludzie wspoluzaleznieni, kiedy ich oprawca traci nimi zainteresowanie czuja sie odrzuceni i odczuwaja brak.Cos w stylu "ojej jestem mu tak niepotrzebna,ze nawet juz mnie nie przesladuje".O prawdziwej wolnosci mozemy mowic wtedy,gdy jest nam zupelnie obojetne ..mowiac kolokwialnie mamy wyjeb...e na to co ten osobnik robi czy planuje robic.Wywalamy go calkowicie z mysli, jakby nie istnial wcale.Nie snimy, nie wspominamy, nie boimy sie, nie zadreczamy.Kazda nasza mysl na temat jego,to jego zwyciestwo.
    Tabula rasa.Przychodzi taki moment..wiem po sobie.Zycie plynie dalej.Na blog zagladam,bo jest swietny.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Tak, to prawda, uzależnienie bywa tak silne, że podświadomie (a czasem i świadomie) dążymy do utrzymania relacji (choćby mentalnej) z psycholem - po to, żeby podtrzymać wysoki poziom adrenaliny i uniknąć odczucia pustki. Ja już mam kompletnie wyje...ne na psychola, ale uzależniłam się za to od zakupów ciuchowych i słodyczy. Na to też mam wyje...ne, bo po czasie zalewania się łzami i odżywiana jedną mandarynką dziennie, nie widzę w tym końca świata :)

      Usuń
    2. Jeśli o mnie chodzi,to dawno skończyło się uzależnienie,współ i każde inne...Ja czerpię energię z jego braku(psychola),ale WIEM,że to na chwile...Bo są dzieci...Dlatego poprosiłam o wsparcie,którego Wadera mi udzieliła...Ja płaczę tylko kiedy jestem wyczerpana i nie mam siły...A właśnie wytapetowałam pokój!Po mistrzowsku;)Ja nie tęsknie za psycholem i jego gierkami,ale normalnością...Boję się tylko,że w każdej chwili psychol zechce spierdolić mi cokolwiek...anita

      Usuń
    3. Anitka, brawo za wytapetowanie pokoju! :D Szacun :) Bardzo się cieszę, że jest dobrze i że tęsknisz już tylko za normalnością. Zdaję sobie sprawę, że zawsze, kiedy są dzieci, psychol ma pewne pole do manewru. Wydaje mi się jednak, że jeśli poczuje, że kompletnie nie ma do Ciebie dostępu, a nękanie mu się nijak nie opłaca - nie będzie tego robił. Czasem podobno sprawdza się kontakt przez osoby trzecie - psychole dbają o swój wizerunek i nie lubią świadków swojego skurwysyństwa. A najważniejsze jest to, co robisz, czyli konsekwentne budowanie swojej siły, brawo Anita :)

      Usuń
    4. Tapeta to nic!Ale odkąd nie istnieje psychol(od miesiąca zero odezwu),ja mam tak fajne prześwity"normalności",ze chcę wiecej...Zbieram się z totalnego gówna i depesji,ale cos działa.Dziękuję,Wadera

      Usuń
  6. Trzeba miec jakies hobby Wadera😁 mnie wzielo na zdrowy styl zycia przejscie ne wegetarianizm i duzo ruchu celem zmiany wizerunku.Jakbym chciala zapomniec o tej zaszczutej smutnej grubej kobiecie jaka stalam sie w ciagu dwoch lat z psycholem.Nawet wlosy zapuscilam pierwszy raz od 17 lat 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, kibicuję! :D Ja też zapuściłam, ale mam 3 na krzyż :))) Hobby u mnie to myślenie, czytanie i pisanie, a to ma dobre i złe strony ;) można łeb przegrzać ;)

      Usuń
  7. A przeczytałam wpis po raz kolejny bo jest jak najbardziej trafiony i dorzucę swoje trzy grosze:-) co do stanów podgorączkowych itp. nie wolno moim zdaniem zwalać winy zawsze na psychike. Osłabiona psychika i brak troski o siebie może być przyczyną ale proces chorobowy leczy się u konkretnego lekarza. U mnie zapalenie zatok klinowych wykryto po około 4 latach od pierwszych objawów a trafienie w paszczę lwa spowodowało zaostrzenie i w sumie dzięki temu wychodziłam dobrych specjalistów którzy skierowali mnie na natychmiastową tomografię. No i wyszło:-) od roku nie brałam żadnych antybiotyków i jest coraz lepiej:-) Nie dajcie sobie też wmówić lekarzom że każda choroba ma związek z psychiką. Nawet jeśli ma psychika nie leczy chorób całkowicie. W ogóle fajny post Wadera, jeden z bardziej optymistycznych. Ja się nauczyłam żeby nigdy nie zakładać że coś jest na zawsze lub na długo: czy to związek, czy współpraca z kimś skrzywionym. I wiem teraz że im wcześniej człowiek wyrwie się z chorej sytuacji tym lepiej. A pozytywne doświadczenia dają ogląd na to czy uznać coś za normę czy nie. W moim przypadku były to pozytywne doświadczenia zawodowe, po prostu miałam szczęście zarówno do przełożonych jak i współpracowników. Mój ostatni okazał się gnojem w przebraniu zbawiciela. Ale mu po prostu nie wyszło uwiedzenie kolejnej ofiary. Gdyby nie pozytywne doświadczenia możliwe że dałabym się omotać. Dlatego to o czym piszesz jest tak istotne! Poszukiwanie lub docenianie tego co się ma dobrego, pozytywnego w najgorszym przypadku neutralnego dla nas:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę, oni wszyscy są "gnojem w przbraniu zbawiciela". I to przebranie zbawiciela, to pierwszy znak ostrzegawczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, są tak dobrzy tak wspaniali tacy troskliwi i opiekuńczy(nie ujmując tego że potrafią być) ale pod jednym warunkiem: siedź cicho i spełniaj moje oczekiwania, masz być taka jak ja sobie zażyczę , najlepiej jak z okładki CKM (daleko mi do tego typu panienek;) najlepiej bez siebie. Jedyne co możesz okazywac to blaskiem swych oczu odbijać wspaniałość tegoż indywiduum. Jak nie odbijasz, starasz się być dorosłą partnerską osobą, asertywnie ale nawet jak uprzejmie wyrażać SWOJE opinie dobroć Pana się skończy. Pół bidy jak okazuje Ci to wprost, gorzej jak orientujesz się że cała kampania hejtu dzieje się po kątach i tylko dochodzi do ciebie echo.

      Usuń
  9. Trafiłam tu, gdyż na innym blogu był link. Przeczytałam w całości. I doznałam objawienia. Ileż to zachowań, które tu znajduję, odnalazłam w tym gościu. Nie wiem, czy jest psychopatą, ale na pewno przejawiał wiele z mówionych tu zachowań.
    Wymienię tylko najważniejsze z nich.
    Po kilku miesiącach znajomości czuję się tak, jakbym znała dwóch zupełnie różnych ludzi. Ten z początków to wrażliwy, ciepły facet. Ostatnio to egocentryk myślący tylko o sobie. Nadużywający alkoholu i wulgarnego słownictwa. Który jest prawdziwy?
    Po drugie to szantażysta, gdy coś mu nie pasuje, starszy mnie końcem znajomości, bo to podobno moja wina. Za pierwszym razem dałam się nabrać i albo uwierzyłam w jego sugestie, że to faktycznie ja niepotrzebnie jątrzę, albo uległam iluzji, że to przecież nic się wielkiego nie stało, że może jestem przewrażliwiona na punkcie szacunku. I, o zgrozo, sama wyciągnęłam rękę na zgodę. Teraz po raz drugi po moim stwierdzeniu, że nie odpowiada mi jego stosunek do mnie, powiedział, że nie chcę, to trudno i że życzy mi powodzenia. Tym razem mam nadzieję nie ulegnę.
    Po trzecie granie zazdrością. Wszystkie jego byłe chciałyby oczywiście wrócić do niego, bo to przecież niesamowite szczęście móc z nim obcować. I okazywanie względów takim czy innym koleżankom w mojej obecności.
    W zasadzie to on mnie zostawił, mówiąc, że życzy mi powodzenia. Ale może wyrządził mi tym przysługę. Może te kilka miesięcy to jeszcze na tyle krótko, że nie wpadłam tak totalnie. Już i tak niepotrzebnie przekroczyłam granice, których przekroczyć nie powinnam. Gdy umawiał się ze mną pijany. Gdy zwracał się do mnie w upokarzający sposób. Gdy flirtował na moich oczach z innymi, twierdząc, że to przecież takie żarty, a ja widocznie nie mam poczucia humoru.
    Nie wiem, czy to psychopata, ale zachowania, jak widać psychopatyczne. Mam nadzieję, że to koniec. Wysłałam ciepłego smsa po tym jego "powodzenia", by zakończyć znajomość po ludzku. Odpowiedzi brak. Widocznie po ludzku się nie da.
    Ten blog otwiera oczy. Powinnam przeczytać go jakiś czas temu i nie angażować swoich emocji na coś, co w żadnym wypadku nie było związkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że blog Ci pomógł, choć oczywiście przykro mi, że doświadczyłaś cierpień i upokorzeń. Absolutnie nie ma czego żałować, dzień rozstania z psycholem powinno się corocznie świętować i składać kwiaty pod pamiątkową tablicą! A jeśli widzisz analogie pomiędzy tym, co opisałam na blogu a zachowaniami Twojego eks, to gwarantuję, że nic dobrego nie wynikło by z Waszej znajomości. Pozdrawiam, trzymaj się!

      Usuń
  10. Powinnam jeszcze dodać, że wpis powyżej wypisz wymaluj oddaje nasze relacje. Trzeba by jedynie wielbić, broń Boże krytykować, bo on się nie da zmienić i być taką, jak sobie życzy.
    Joanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanka jak widzisz na blogu temat narcyzów przerobiłyśmy wzdłuż i wszerz. Nie ma co rozważać, uważać trzeba jedynie na ich mściwośc, uciekac gdzie pieprz rośnie i w sumie to wiele nie rozmyślać. U mnie najgorsze było to że narcyz wyrzygał wszystko co miał w sobie na mnie. Nie do końca rozumiem mechanizm projekcji ale koleś miał jakąś zaburzona percepcję i byłby mi w stanie wmowić że jestem niska blondynką. Jeszcze miesiąc, dwa w jego towarzystwie albo bym go uderzyła w końcu albo wylądowała w psychiatryku. Trzymalam się dzielnie, jednak mózg mam silny i nie miałam rozdwojenia jaźni ale było blisko. Mozg trzymał mnie w kupie i trzyma do tej pory ale uraz pozostał. Żałuję że nikomu nie doniosłam żeby mu się bliżej przyjrzeli ale z drugiej strony małe prawdopodobieństwo że trafi po raz drugi na kogoś kto będzie tak świadomy jego obrzydliwości (był moim szefem)obawiam się że mi zaufał albo miał mnie za idiotkę hehe i powiedział przy mnie parę rzeczy za wiele które go zdemaskowały. Z reguły typ pracuje z facetami więc małe szanse że którykolwiek facet połapie się w nim bo faceci mają to w dupie:-) są prostsi i to ich siła. Coż Ci moge powiedzieć: nastawienie na branie a nie dawanie. Dawanie u nich wychodzi wyśmienicie kiedy mogą rozdać czyjąś kasę, a reszta to ściemy: naobiecuje Ci gruszek na wierzbie, zacznie kłamać, umniejszać Ci po to tylko żeby osłabic Twoją wiarę w siebie i nadal się Tobą żywić. O! Ja miałam takie odczucie że koleś się mną żywi. Jakby jakiś pasożyt, pijawa uczepiła się mnie i nie mogła odczepić. Mam trochę za pazurami bo w pewnym momencie zaczełam opowiadać niektórym jego zwiadowcom bajki ale radocha marna bo zorientowałam się baaaardzo późno co to za typ.Joanka pamiętaj że najważniejsze żeby czuć się dobrze ze sobą no i co pewnie już wiesz jak najszybciej uciec z bębna pralki. A jeśli coś chcesz zmienic w sobie na lepsze to lepiej poczekać do uwolnienia i nie sugerować się uwagami ludzi zaburzonych.Eh pewnie Waderka wszystko tutaj ładnie opisała, wszystkie procesy. Jedyny zysk to że wychodzi sie silniejszym i bardziej świadomym siebie bo jak ktoś Ci wmawia że jesteś niską blondynką musisz tupnąć nogą i powtórzyć sto razy że nią nie jesteś:-) powodzenia i nie przejmuj się nim, tym że go spotkałaś, przejmuj się sobą, swoją przyszłością i prawdzimi bliskimi.

      Usuń
  11. Wadero dlaczego nie piszesz?
    Tak bardzo pomagają Twoje słowa...
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za milczenie, mam nadzieję, że jutro lub w weekend znajdę czas na napisanie notki, jakieś sugestie dotyczące tematu? Ściskam serdecznie!

      Usuń
    2. Temat: jak uwolnić się od myślenia, że to nasza wina, że on chciał dobrze i z tą inną w końcu znalazł to czego szukał. Strasznie kopie po poczuciu własnej wartości. Strasznie :/
      K

      Usuń
    3. Oczywiście, że znalazł to, czego szukał - z Tobą, z inną, z byłą i z przyszłą. Zawsze szuka tego samego - pełni KONTROLI nad OFIARĄ. Ktoś taki nie stworzy szczęśliwego związku, to zawsze będą układy oparte na wykorzystywaniu - z początku omamienie, zmanipulowanie, a później strach i niewola. Jak się uwolnić? Zdać sobie sprawę, że niehonorowy facet, który w arsenale środków stosowanych wobec "kochanej" osoby ma kłamstwo, przemoc, zdradę i zadawanie bólu to SKURWIEL, a nie ktoś wart choćby jednej naszej łzy.

      Usuń
  12. Także uważam, że bardzo pomagają Twoje słowa :-) O czymkolwiek napiszesz jest trafne i z życia wzięte. Zaglądam tu każdego dnia bo już ponad 4 miesiące mija jak zakończyłam kontakty z mężem a jest ciężko... nigdy bym nie zrozumiała o co chodzi w moim ponad 25 letnim małżeństwie gdyby nie Twoje słowa.. wręcz się pogrążałam coraz bardziej bo uważałam, że trzeba rozmawiać a wszystko się ułoży... a on to wykorzystywał dla swojej wiedzy jak ranić i ciągle zdradzać... Pozdrawiam I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję dzielności w walce o siebie! To strasznie przykre, że chodzą po świecie takie kreatury, których sposób na życie to przemoc i wykorzystywanie. Dla psychofagów rozmowa to niestety jedynie zaktualizowanie informacji o stanie ofiary i jak najskuteczniejsze zmanipulowanie jej tak, aby zaprogramować ją na spełnianie ich zachcianek. Okropność. Na szczęście jednak większość ludzi na świecie to nie psychopaci i życzę Ci, żeby spotykało Cię jak najwięcej dobra, które choć w części zrównoważy wyrządzone Ci zło. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  13. Cześć Dziewczyny.
    Mija już szósty miesiąc od rozstania. Naczytałam się nawsłuchiwałam inawysłuchiwałam. Jakoś się trzymam, ale cały czas jest we mnie smutek, niesmak i niestety tęsknota. Byłam uzależniona, nie ma co ukrywać i widzę, że pioruńsko trudno jest na detoksie. Wałkowałaś Wadero ten wątek wiele razy, Wy dziewczyny też, a ja cały czas się czuję jak bez nogi. Oczywiście są momenty spokoju i akceptacji zaistniałej sytuacji, ale w środku, głęboko cały czas jątrzy. Oprócz lektur chodzę na jogę, długie spacery z psami, pracuję, zajmuję się domem - a w środku bezdenna puuustka. Koszmarne uczucie. Czy to tylko kwestia czasu? A może coś przeoczyłam?? Pozdrawiam i trzymajcie za mnie kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia czasu, sześć miesięcy to zarazem długo, ale i krótko jeżeli chodzi o wychodzenie ze śmiertelnej choroby, jaką jest uzależnienie. Jesteś jeszcze na etapie przeżywania żałoby, a poza tym nadal potrzebujesz czasu na przywrócenie równowagi biochemicznej mózgu rozhuśtanej przez uzależnienie. Będzie coraz lepiej, sama poczujesz, czego Ci trzeba i kiedy :) Uściski!

      Usuń
  14. Tak chciałabym i bardzo prosze o to, zebys napisała czy psychofag wie ze jest psychofagiem? Czy chęć udowodnienia mi tego ze jest tak zaburzony to tylko strata energii i "krew w piach"? Jestem atrapa siebie sprzed roku. Tysiącem okruchów i jednym wielkim pytaniem : dlaczego? Chciałabym dożyć i przeczytać twoja odpowiedz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, zdecydowanie "krew w piach". Rozumiem ten stan doskonale, rok temu byłam tym samym, a chwilę później, kiedy dotarło do mnie, co się stało - jednym wielkim WKURWEM. Też chciałam "udowadniać", a przede wszystkim chciałam sprawiedliwości i nie mogłam przeboleć jego kłamstw i oczerniania mnie w oczach innych. Niestety, to walka z wiatrakami - udowadniać można coś komuś, kto kieruje się sumieniem, a nie manipuluje sumieniami innych. Od psychofaga trzeba się odciąć jak od zła wcielonego. Trzymaj się, dasz radę, tylko please - bądź konsekwentna!

      Usuń
    2. Dziekuje Ci na potegę! Przysiegam Ze bede konsekwentna. I zrobie wszystko zeby moc kiedys tu napisać ze da sie wyjsć z tego bagna.

      Usuń
    3. Jesteśmy z Tobą, myślę, że nie tylko ja, ale cała wataha :)) Dasz radę, dzień po dniu, krok po kroku, bez oglądania się za siebie, zawsze w stronę DOBRA :)

      Usuń
  15. A ja mam do Was pytanko hm praktyczne. Ostatnio spotkałam na ulicy jedną z małpek przyjemniaczka i w sumie udało nam sie uciąć niezobowiązującą pogawędkę z tym chłopakiem(też już nie pracuje z tym gosciem ale myślę że przyczyny odejścia mogły być inne).Zastanawiałam się czy byłabym w stanie porozmawiać z głównym bohaterem historii: i nie, uciekłabym gdzie pieprz rośnie, rzuciła wrogie, pogardliwe spojrzenie)tez tak macie? Trzęsie Wami na samą myśl spotkania? Wiecie, że to jest jedyna osoba w całym moim długim życiu której nie byłabym w stanie podać ręki, taki jakby wstręt. M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też tam mam(y) :) Nie chciałabym rozmawiać, bo nie ma powodu rozmawiać z kimś, komu rozmowa służy wyłącznie do manipulacji. Nie mam też cienia sentymentu, chęci zachowania jakichkolwiek wspomnień, nic. Jak po ciężkiej chorobie, o której nie chce się pamiętać. To była trauma, jak wpadnięcie po szyję do dołu z gównem - sorry za dosadne porównanie ;)

      Usuń
    2. Dokładnie Wadera, oni są tak zryci, że normalnie to tylko o siedzeniu na klopie potrafią jedynie mówić. Przepraszam za porównanie ale z życia wzięte:-))) pozdrowka.

      Usuń
    3. Też tak mam. Na myśl o spotkaniu wykręca mnie w drugą stronę.Zbiera mi się na wymioty. Instynkt ryczy: NIEEE!
      No po prostu objawy zdrowia i wolności w głowie.

      Usuń
    4. Wiedziałam, że na jednym z eventow sportowych mogę go spotkać. Było to kilka mcy po rozstaniu. Tydzień przed czułam juz paniczny lęk a w dniu X byłam skłonna zrezygnować z udziału w tym wydarzeniu. Poszłam za namową przyjaciół "nie daj mu wygrać " ale ten dzień był koszmarny. Bałam się podnieść oczy z podłogi by go gdzieś przypadkiem nie zobaczyć. Bałam się swojej reakcji bo nie wiedziałam czy przypadkiem brak ujścia furii nie skutkowalby widowiskiem na miarę gali MMA. Udało się go nie spotkać ale ten dzień i kilka kolejnych odchorowałam niezłym dołem.
      Nie wyobrażam sobie go spotkać. Nie życzę sobie by ta osoba kiedykolwiek jeszcze stanęła na mojej drodze. Tak jak Wy chciałabym ten układ zmyć ze swojego życiorysu. Nie pamiętać ani jednej sekundy z tej relacji. Marzę o pigułce zapomnienia...
      K.

      Usuń
    5. Uważaj z takimi marzeniami, bo wtedy historia mogłaby się powtórzyć.
      Trzeba pamiętać o sygnałach ostrzegawczych i jak się kończą dla nas nagłe miłości od pierwszego wejrzenia gada.

      Usuń
  16. A co zrobic gdy nie kontaktuje sie z psychopata juz kilka tygodni i jest w porzadku a nawet jedna wiadomosc o nim albo zobaczenie go rujnuje mi dzien i musze dochodzic do siebie dosc dlugo, niestety czesto sie widujemy;/ mimo ze wiem ze jest psychopata i to co mi zrobil (manipulacja) to i tak nie potrafie czuc do niego nienawisci tylko jakby pobudzenie, przyjemna adrenaline polaczona z bólem. Tak jakby mimo wiedzy moje cialo i tak na niego reagowalo uzaleznieniem. Najgorsze ze on mnie zostawil a ja zachowuje sie jak desperatka co wczesniej nigdy mi sie nie zdarzalo i czekam na kazda reakcje z jego strony a on reaguje na mnie roznie, robi mine na takiego ,,misia", potem tego samego dnia patrzy sie z nienawiscia a potem kompletnie wymija jakbym nie istniala. To mi miesza w glowie

    OdpowiedzUsuń
  17. No prosze mialam racje wszystkie o koniach bialych i ..rycerzach. Naprawde te bajki czytane i opowiadane przez matki i babcie to nam na dobre nie wyszły. Ja dla odmiany mojemu dziecku serwuje bajki afrykanskie. Tam jest jasno i prosto bez zafalszowan i jednorozcow zygajacych tecza. Np. O skorpionie o uczuciach etc. Tam nie ma "i zyli dlugo i szczęśliwie " skorpion jest podlym stworem który żabę najpierw wykorzysta a potem wykonczy i bedzie z usmiechem na "skorpionim ryju" sie patrzyl jak zaba zdycha w konwulsjach wolajac "czemuz az czemu to zrobiles skorpionie? " A jak wiadomo zaba zdycha nie tylko od ukąszenia zdycha tez mrygajac zabimi oczyma i nie wierzac ze ktos (skorpion) obiecal i przysiagl jedno a zrobil cos dokładnie z 2 konca skali...coz byl tylko skoriopnem. A Milosc jest slepa jak w afrykanskiej bajce zwlaszcza ze towarzyszy jej szalenstwo. A jednak pozostaje miłością. Nie warto tylko dlatego przestac w nia wierzyc ze chwilowo zmanipulowal nas skorpion ..ugryzl ale skoro tu wszystkie jestesmy to jest nadzieja ze nie zdechniemy w samotności..i nauczymy się odrozniac gadziny od innych stworzeń �� czego sobie i Wam zycze jak juz sie wyleczymy z psychkillerow, narcyzow i wszelkiej maści psychopatow..K

    OdpowiedzUsuń
  18. Ps. Ta slepa milosc to ma byc do siebie. Oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na poczatek przynajmniej...

    OdpowiedzUsuń
  20. Bo przeciez non omnis moriar:)

    OdpowiedzUsuń