niedziela, 4 października 2015

Wampiry won od koryta!

Chyba mam zdecydowaną alergię na roszczeniowość. Dostałam ponaglającego i złośliwie ironicznego smsa od kolesia z pracy, który chce, żebym pomogła mu zawodowo. Poprosił mnie o to w piątek, dziś jest NIEDZIELA, czyli WEEKEND, a on wysyła mi smsa w takim tonie, jakby był bufonowatym dyrektorem zwracającym uwagę opieszałej sekretarce. Ja pierniczę, przecież to on się zwraca do mnie z prośbą o wyświadczenie przysługi. I to polegającej w skrócie na odwaleniu roboty za niego. Skoczyła mi adrenalina i wkurzyłam się, bo mam poczucie, że właśnie to stałe uleganie szantażom emocjonalnym było czymś, co zaprowadziło mnie prościutko w łapy psychopaty i potem długo w tych łapach trzymało. Szczęśliwie zwiałam, ale jakim kosztem. A melodia, która sprawiała, że tańczyłam jak psychol mi zagrał, była dość prosta i składała się z następujących taktów:

- Kocham Cię! (powtórzyć razy tysiąc, a właściwie ustawić na - nomen omen - zapętlenie).
- Nie mogę bez Ciebie żyć!
- Potwornie tęsknię, jak Cię przy mnie nie ma!
- Trzy godziny bez Ciebie to jakaś tortura!
- Gdybyś zniknęła z mojego życia, zacząłbym powoli gasnąć, aż w końcu bym sobie cichutko (BUHAHAHAHAHA - przyp. aut.) umarł...
- Ranisz mnie, kiedy mówisz, że Twoje najpiękniejsze doświadczenia życiowe związane są z Bogiem, a nie ze mną. (nieźle, co? jakim prawem, bogiem przecież jest on!).
- Potwornie boleję nad tym, jaka przepaść dzieli Twoje wyobrażenia o mnie od rzeczywistości. Gdybyś tylko wiedziała, jak bardzo Cię kocham, byłabyś najszczęśliwszą dziewczyną na świecie i chodziłabyś non stop uśmiechnięta.

...i tak dalej, i tak dalej. Na bajki o tym, że facet beze mnie "umrze" złapałam się niestety dość szybko. Bo i groźba samobójcza jako sposób zdobywania mojego serca, pojawiła się dość prędko w jego miłosnym arsenale. Na początku jeszcze w nią uwierzyłam - kiedy dostałam pierwszy list samobójczy, nie spałam całą noc, byłam przerażona, zdezorientowana i zrozpaczona. Po ostatnim chciało mi się już tylko rzygać. Ciągle próbuję wyłapać, co sprawiło, że weszłam w ten związek i tak długo nie potrafiłam z tego wyjść, jaka moja słabość o tym zdecydowała. I myślę, że było ich kilka:

- po pierwsze: alkohol. Bez tego nic by się między nami nie zaczęło.

- po drugie: byłam nafaszerowana romantycznymi bajkami o "wielkiej miłości" jak indyk na Święto Dziękczynienia. Całe życie pielęgnowałam podświadomie Oczekiwanie na Ten Magiczny Piorun. "Zwyczajnych" facetów odrzucałam, bo nuda, żyłam więc na potężnym głodzie uczuciowym, ciągle przekonana, że Jak Przyjdzie Piorun, to TRZAŚNIE. No i trzasnął. Najpierw tosterem o ziemię, potem pięścią w ścianę, a potem i mną o glebę. Tyle że nawet wtedy myliłam intensywność przeżyć z temperaturą uczuć. A tu uczuć w sumie było niewiele. Wszystko rozgrywało się na jakichś w sumie powierzchownych nutach namiętności, zniewolenia, strachu, zazdrości... Tym, co mi pozwoliło odrobinę się z tego stanu wyrwać, był moment, kiedy w książce "Moje dwie głowy" Mai Friedrich przeczytałam, że to wszystko jest tak ogromnie silne dlatego, że jest to UZALEŻNIENIE. I tyle. To było dla mnie rewolucyjne odkrycie. Bo przecież zupełnie inaczej postępuje się w przypadku uzależnienia, a inaczej, kiedy ma się do czynienia z miłością. Tak jak należy walczyć O miłość, tak też trzeba walczyć Z uzależnieniem.

- po trzecie: psychopata szybko złamał kod dostępu. Było nim ogólne poczucie winy, nieumiejętność stawiania granic osobom wywierającym presję oraz poczucie odpowiedzialności za cały świat. Hulaj dusza dla niego (gdyby miał duszę), a dla mnie materiał do przerobienia. Póki co - nadal tego nie umiem, ale przynajmniej już WIEM, że nie umiem i że muszę uważać. Skutkuje to tym, że chodzę w pełnej zbroi nawet do sklepu po bułki, ale trudno - na razie tak musi być. Może to i męczące, ale na pewno lepsze niż ryzykowanie wpuszczeniem aligatora do wanny, w której biorę relaksującą kąpiel z pianą. Z czasem mam nadzieję zbroję zdjąć i objawić się spod niej jako piękna i silna kobieta.

To Litwinka
Dziewica - bohater 
Wódz powstańców - Emilija Plater!

- zakrzyknie wówczas świat w ślad za wieszczem. A póki co - trudno, nadźwigam się trochę. Ale za to bary będę miała ;)

7 komentarzy:

  1. Jesteś genialna! Nie mogę się oderwać od czytania :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za miłe słowa :) Cieszę się, że może z tego minionego koszmaru być jakiś pożytek :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest pożytek, jest:-)
    Też trafiłam na takiego i też szukałam wyjścia z sytuacji.
    "Dwie głowy" jest nie do przecenienia, ale wszystkie inne blogi, które pozwalają zrozumieć, z czym się ma do czynienia są po prostu kochane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wadera!
    Rozumiem...i podziwiam!
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nic i nikt nie daje mi takiego wsparcia jak ten blog. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam Was wszystkich.
    Jestem na bardzo trudnym etapie odłączenia zasilania i robię jeden krok do przodu a dwa do tyłu. Dużo pale, pije trochę mniej z racji odpowiedzialności zawodowej i de facto praca trzyma mnie przy życiu i nie zapiciu się. Powiem tylko tyle książka "Moje dwie głowy" wspomniana przez autorkę bloga oraz " Uwolnij się od psychopaty" dały mi ogrom wsparcia i do tego trafiłam na ten fenomenalny Blog.
    Jak dla mnie pomoc nie oceniona. Jestem Ci Wadero porostu bardzo wdzięczna, ratujesz życie, dosłownie. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń